Janek Żerański ma wątpliwości. „Czy fantastyka socjologiczna jest jeszcze potrzebna?”

Jedną z najpiękniejszych cech fantastyki jest możliwość używania narzędzi niedostępnych innym konwencjom, opisującym rzeczywistość wokół człowieka. Fantastyka pozwala, bądź zawieszając rzeczywistość (np. za pomocą fantasy), bądź też ekstrapolując do granic możliwości osiągnięcia współczesnej nauki (chemia, fizyka), zrozumieć człowieka w sposób wyjątkowy, często nie zachowując czystości konwencyjnej czy estetycznej. Jednym z takich narzędzi jest fantastyka socjologiczna,

Kamil poleca (albo i nie): „Podkayne of Mars”, Robert Heinlein.

Wyobraźcie sobie czytanie pamiętnika marsjańskiej nastolatki. Brzmi jak kiczowaty pomysł na poziomie dennych czytadeł młodzieżowych, które najpierw zalewają półki księgarni sieciowych, a potem są ekranizowane jako tandetne „paczydła”? Owszem, nie da się zaprzeczyć, że kultura masowa zepsuła kategorię utworów młodzieżowych, tudzież młodzieńczych (ang. „Juvenile”). Z zasady sztampa idzie tak: mamy dziewczynę, dziewczyna zakochuje się w

„Za panem nawet do piekła, panie Lisowski!” – czyli Patryk o: „Samozwaniec. Moskiewska Ladacznica tom 1”, Fabryka Słów. 2017

Nigdy nie sądziłem, że od czasów lektury opowiadań Gogola, jakakolwiek proza sprawi, że poczuję na grzbiecie carską Rosję, niczym chołop knutowany przez Strzelców Wasyla Szujskiego. Razem z kolejną powieścią Jacka Komudy pojawiło się miłe zaskoczenie. „Samozwaniec. Moskiewska ladacznica” to pierwsza część drugiego już cyklu powieściowego***, należącego do serii „Orły na Kremlu”. Tłem dla jej akcji

Prapremiera „Samozwańca. Moskiewskiej ladacznicy” Jacka Komudy (Fabryka Słów 2017), 16-09-2017, Fort Bema

Przyjdzie – już niedługo – czas, by bliżej przyjrzeć się „Moskiewskiej ladacznicy”, dziś tylko słowo o jej prapremierze. „Samozwaniec. Moskiewska ladacznica”, choć rozpoczyna nowy cykl i daje się swobodnie czytać samodzielnie, jak poprzedzająca go tetralogia dotyczy może najbardziej fascynującego epizodu historii Polski: jednocześnie tajemniczego, godnego chwały większej, niż doświadczył, a zakończonego fiaskiem, który ciąży światu

Ma być jak w życiu, czyli Buick z Innego Wszechświata. Stephen King, „Buick 8”. KOLEKCJA MISTRZA GROZY 8, Prószyński Media, Wydawnictwo Albatros, 2017

Brzmi to jak plotka, jak tania sensacja, ale nie jest ani jednym, ani drugim. W dodatku powtarza się z interesującą regularnością i będzie się jeszcze powtarzać. A więc, z kronikarskiego obowiązku: w marcu 1999 roku King wracał z Florydy do domu, sam, samochodem. Po drodze zatrzymał się na przydrożnej stacji benzynowej i, oczywiście, skorzystał z

Brak zmiennej środowiskowej oraz kilka innych braków, czyli po amatorsku o „Bezsilności i zemście prawdy” Konrada T. Lewandowskiego, Wydawnictwo Ferratus, 2017

Po prawdzie nie powinienem w ogóle pisać o „Bezsilności i zemście prawdy”. Konrad T. Lewandowski sam uczynił mnie niegodnym jej czytania przez ten prosty fakt, że nie pamiętałem, który autor, gdzie i kogo skazał na lata więzienia za kradzież bochenka chleba (w czym dokładnie rzecz, proszę sprawdzić samemu – to moja prywatna zachęta nie wprost

Stephen King w wersji fantastycznej, czyli Obcy atakują. „Łowca snów”, KOLEKCJA MISTRZA GROZY 6-7, Prószyński Media, Wydawnictwo Albatros, 2017.

No i mamy wreszcie pierwszego prawdziwie kingowskiego grubasa, w pełni zasługującego na rozbicie na dwa tomy. Mamy więc także okazję by zastanowić się, czy „typowy kingowski grubas” zawdzięcza objętość „typowemu kingowskiemu słowotokowi”? Odpowiedź na tak zadane pytanie zależy, oczywiście, od wrażliwości odpowiadającego. Wielbiciele szybkiej akcji, odrobiny sensacji, uderzeniowej dawki niesamowitości i oczywistych strasznych strachów, muszą