#metoo, czyli Jessie, Dolores i fejsbukowe księżniczki na ziarnku grochu. „Dolores Claiborne” i „Gra Geralda”, KOLEKCJA MISTRZA GROZY 9 i 12

To miała być dylogia. Opowieść o dwóch kobietach, których losy splatają się w rytmie typowej „kingowskiej grozy”. Ostatecznie czytelnik dostał dwie odrębne powieści, pod względem formalnym różniące się jak niebo i ziemia, a w dodatku sprawiające nieodparte wrażenie dwóch różnych wprowadzeń w temat główny – „Rose Madder”. Nie ukrywam, że mam do pisarstwa Kinga stosunek

Michał Chudoliński: „O czym tak naprawdę jest „V jak vendetta” – kontrrecenzja.

Jedno z pierwszych arcydzieł Alana Moore’a nie jest ani trochę apoteozą lewactwa, jak stara się to ukazać pewien szanowany recenzent. Moore nie przyznaje się w „V jak vendettcie” do żadnej opcji politycznej. Ba, buńczuczność i krnąbrność wobec rzeczywistości są wręcz istotą anarchizmu w jego wydaniu! Sam komiks natomiast jest tak naprawdę o czymś zupełnie innym.

Kamil poleca (albo i nie): „The Medusa Chronicles”, Alastair Reynolds i Stephen Baxter

Kiedy dwóch autorów specyficznej fantastyki naukowej spotyka się, aby napisać kontynuacje dzieła  jednego z najbardziej wizjonerskich autorów tego gatunku, to wiedz, że będzie się działo! # Powieść zaczyna się w miejscu, gdzie kończy się opowiadanie Arthura C Clarke’a, „Spotkanie z Meduzą”. Howard Falcon z ledwością uszedł z życiem z katastrofy statku Kon-Tiki, który badał formy

JeRzy o fascynacjach, czyli Harlan Ellison i [nie tylko] „Złudzenia dla smokobójcy”

Z nazwiskiem Harlana Ellisona pierwszy raz zetknąłem się na liście płac serialu „Babilon 5”, który do dzisiaj pozostaje moją ulubioną space operą wszechczasów. Początkowo wiedziałem tyle, że jako konsultant kreatywny odgrywał ogromną rolę w pracach nad serialem i że ponoć był autorem czegoś, co nazywano „biblią Babilonu 5” ‒ zbioru wytycznych do tworzenia scenariuszy. Jego

Janek Żerański ma wątpliwości. „Czy fantastyka socjologiczna jest jeszcze potrzebna?”

Jedną z najpiękniejszych cech fantastyki jest możliwość używania narzędzi niedostępnych innym konwencjom, opisującym rzeczywistość wokół człowieka. Fantastyka pozwala, bądź zawieszając rzeczywistość (np. za pomocą fantasy), bądź też ekstrapolując do granic możliwości osiągnięcia współczesnej nauki (chemia, fizyka), zrozumieć człowieka w sposób wyjątkowy, często nie zachowując czystości konwencyjnej czy estetycznej. Jednym z takich narzędzi jest fantastyka socjologiczna,

Kamil poleca (albo i nie): „Podkayne of Mars”, Robert Heinlein.

Wyobraźcie sobie czytanie pamiętnika marsjańskiej nastolatki. Brzmi jak kiczowaty pomysł na poziomie dennych czytadeł młodzieżowych, które najpierw zalewają półki księgarni sieciowych, a potem są ekranizowane jako tandetne „paczydła”? Owszem, nie da się zaprzeczyć, że kultura masowa zepsuła kategorię utworów młodzieżowych, tudzież młodzieńczych (ang. „Juvenile”). Z zasady sztampa idzie tak: mamy dziewczynę, dziewczyna zakochuje się w

„Za panem nawet do piekła, panie Lisowski!” – czyli Patryk o: „Samozwaniec. Moskiewska Ladacznica tom 1”, Fabryka Słów. 2017

Nigdy nie sądziłem, że od czasów lektury opowiadań Gogola, jakakolwiek proza sprawi, że poczuję na grzbiecie carską Rosję, niczym chołop knutowany przez Strzelców Wasyla Szujskiego. Razem z kolejną powieścią Jacka Komudy pojawiło się miłe zaskoczenie. „Samozwaniec. Moskiewska ladacznica” to pierwsza część drugiego już cyklu powieściowego***, należącego do serii „Orły na Kremlu”. Tłem dla jej akcji

Prapremiera „Samozwańca. Moskiewskiej ladacznicy” Jacka Komudy (Fabryka Słów 2017), 16-09-2017, Fort Bema

Przyjdzie – już niedługo – czas, by bliżej przyjrzeć się „Moskiewskiej ladacznicy”, dziś tylko słowo o jej prapremierze. „Samozwaniec. Moskiewska ladacznica”, choć rozpoczyna nowy cykl i daje się swobodnie czytać samodzielnie, jak poprzedzająca go tetralogia dotyczy może najbardziej fascynującego epizodu historii Polski: jednocześnie tajemniczego, godnego chwały większej, niż doświadczył, a zakończonego fiaskiem, który ciąży światu