[Lutowy numer Fantastyki z… 1985 roku. Tolkien jest pisarzem niezwykle popularnym, w praktyce jednak niemal nieznanym. „Władcę Pierścieni” czytam w wieku dojrzałym, przypadkiem, tylko dlatego, że pakowałem się w pośpiechu i wakacyjną lekturę muszę pożyczyć od przyjaciela.
Aż nie do wiary ale jeszcze przez dwa lata, do 1987 roku, posługiwałem się „Władcą…” (i „Hobbitem”) kupionymi w Anglii. Pierwsze własne wydanie polskie wylicytowałem na warszawskim Polconie z 1987 roku, na którym prowadziłem miło wspominany „Klub Fana”. Niektórzy do dziś pamiętają tę licytację i straszną cenę, którą przyszło mi zapłacić. Tolkien miał największe przebicie cenowe w historii fantastyki. Chlubne drugie miejsce, o czym się dziś nie pamięta, zajmował… „Człowiek w labiryncie” Roberta Silverberga.
Złe czasy minęły, pozostały rzewne wspomnienia i ten oto esej, którego dziś nikt nie tknąłby długim drągiem*. Dla współczesnego czytelnika jest za poważny i o wiele za… długi. Ale pozostaje wart lektury. Jeśli wolno mi tak powiedzieć o moim własnym tekście.
Tak jak ciągle wart jest lektury Gaston Bachelard, autor, którego „Wyobraźnia poetycka” dostarczyła mi jakże przydatnego klucza do „Władcy Pierścieni”  i całego liczącego się, a dziś tak bezwzględnie eksploatowanego w tym, co nie powinno się liczyć, Tolkiena w ogólności.]

#

FENOMEN TOLKIENA

W piękny, letni dzień 1930 roku profesor w Leeds mozolnie poprawiał prace egzaminacyjne. „Jeden z kandydatów litościwie zostawił niezapisaną stronę (co jest największym szczęściem, jakie może spotkać egzaminatora). Napisałem na niej: ‘W pewnej norce mieszkał sobie pewien hobbit’. Zawsze nazwy powodowały pojawienie się historii w mym umyśle. W końcu pomyślałem sobie, że dobrze byłoby odkryć, czym właściwie są hobbici. Taki właśnie był początek”. 

Początek objawił się w postaci powieści dla dzieci. Gotowy maszynopis otrzymało wydawnictwo Allen and Unwin. Stanley Unwin, dyrektor, wiedział, że najlepszymi sędziami literatury dziecięcej są dzieci. Spod pióra jego 10-letniego syna Raynera wyszła pierwsza pochlebna recenzja książki: „Bilbo Baggins był hobbitem, który mieszkał w hobbickiej norce i nigdy nie wyruszał na przygody, w końcu czarodziej Gandalf i tego krasnoludki namówiły go do pójścia. Przeżywał bardzo ciekawe przygody walcząc z goblinami i wargami i w końcu dotarł do samotnej góry. Smok Smaug, który jej bronił jest zabity i po strasznej bitwie z goblinami Bilbo wraca do domu – bogaty! Książka z dodatkiem map nie wymaga ilustracji i jest dobra, i powinna podobać się dzieciom od lat 5 do 9(!)”. Rayner zarobił szylinga, a „Hobbit” ukazał się w 1937 r. I cieszył się tak wielkim powodzeniem, że zaczęto domagać się od Tolkiena kontynuacji.

Na „Władcę Pierścieni” przyszło jednak czekać aż do przełomu lat 1954 i 1955. W dodatku nie była to całkiem ściśle „kontynuacja”. Bilbo przestał być bohaterem książki, na jego miejsce wysunął się tajemniczy Pierścień. Nie była to także książka dla dzieci. Do publikowanej prozy Tolkiena trafiły fragmenty „Księgi Zaginionych Opowieści”, którą zaczął pisać ok. 1917 r., a która później stała się „Silmarillionem”. Tego dzieła, bez przesady „dzieła życia”, nie ujrzał Tolkien w druku, ukazało się dopiero w 1977 r., a „Niedokończone opowieści”, zbiór kolejnych cennych informacji o tolkienowskim świecie, w 1980. Nie znając i nie biorąc pod uwagę tych pozycji nie sposób pisać o Tolkienie, są one bowiem bardzo konsekwentnie ze sobą połączone i określają nawzajem swoje znaczenia. 

#

Krytyka początkowo nie była szczególnie przyjazna Śródziemiu. Miano mu za złe fikcyjność (co jest zarzutem absurdalnym, lecz zrozumiałym, jeśli weźmiemy pod uwagę znakomitą reputację Tolkiena-filologa). Narzekano na niezmienność charakterów, na brak postaci tragicznych (nie znano wtedy jeszcze „Silmarilliona”), a nawet na to, że brak tam elementów seksu i że bohaterowie „Władcy Pierścieni” nigdy nie osiągnęli dojrzałości płciowej (!)”. W 1966 r. gazety donosiły ze zgrozą: „W Yale trylogia sprzedaje się szybciej niż ‚Władca Much’ Williama Goldinga w szczycie sukcesu. W Harwardzie przegoniła J.D. Salingera ‚Buszującego w zbożu'”. Krytyka dotyczyła przeważnie „Władcy Pierścieni”, na „Hobbita” nie zwracano większej uwagi. Dopiero „Silmarillion” został całkowicie zaakceptowany. Poważny „The Guardian” zamieścił nawet recenzję z następującym zdaniem: „Jak, pracując nieco dłużej niż pół wieku, jeden człowiek stał się twórczym odpowiednikiem ludzkości”. Zdanie to jest niewątpliwie nonsensowne, a jednak w jakiś sposób słuszne. 

A czytelnicy? Ci nigdy pisarza nie zawiedli. Ich kolejne pokolenia głosują niemienie… portfelami. Niektóre reakcje są wszakże zdumiewające i to właśnie one świadczą o istnieniu „fenomenu Tolkiena”. Już w 1956 r., w liście do syna, pisarz stwierdzał melancholijnie: „Muzycy chcą nut i notacji muzycznych, archeologowie ceramiki i metalurgii, botanicy dokładniejszych opisów mallorn, elanor, niphredil, allirin, mallos i symbelmyne, historycy szczegółów społecznej i politycznej struktury Gondoru, a szeroka publiczność więcej informacji o Woźnikach, Haradzie, pochodzeniu Krasnoludów. Ludziach Umarłych, Balrogach i zaginionych dwóch (z pięciu) czarodziejach”. W 1968 r. w studenckich campusach pojawiły się transparenty „Frodo żyje”, „Gandalf prezydentem” i „Wróćmy do Śródziemia”

Przykłady to wielce charakterystyczne. Wykreowany przez Tolkiena świat zawłaszcza nas, potrafimy się w nim odnaleźć, mimo przedziwnych, rządzących nim zasad rozumiemy go od razu, od pierwszego spotkania. I wracamy do niego, przy każdej nowej lekturze odkrywamy go na nowo. 

#

Poświecono Tolkienowi wiele różnych prac, ale nikt nie próbował rozszyfrować mechanizmów wspólnoty, jaka powstaje pomiędzy autorem i jego czytelnikiem. Spróbuję udowodnić, że w tej relacji zamyka się fenomen Tolkiena, twórcy niepowtarzalnej wizji kompletnego Świata.

W tym zdaniu nie ma krzty przesady. Pośrednio potwierdził je sam pisarz, mówiąc, że chce stworzyć „nieistniejąca mitologię Anglii” na wzór mitologii greckiej czy też skandynawskiej. Do podobnych wystąpień wolno odnosić się nieufnie. Najbliższe prawdy byłoby chyba stwierdzenie „chcę stworzyć coś nowego, co nie byłoby kłamstwem, czyli fikcją”. W ten sposób powstał mit. Mit – projekcja ludzkich marzeń, którego korzenie tkwią głęboko w wyobraźni łączącej człowieka z Kosmosem – harmonią żywiołów

Gaston Bachelard wskazuje, że marzenie, każde marzenie, formułuje się w oparciu o motywy najprostsze, pierwotne. Twórczość pisarska Tolkiena ujawnia marzenie, które dzięki swej podstawowej konstrukcji opartej na obrazach związanych z czterema żywiołami jest tożsame z marzeniem wszystkich ludzi. Stąd nasza łatwość w odbiorze świata z jego książek. 

Wszechświat Tolkiena powstaje inaczej, niż dzieje się to w większości mitów. Nie rodzi się z chaosu, jest od razu Kosmosem, ładem. Zostaje stworzony z muzyki i jest widzialnym obrazem jej harmonii. Dopiero narodziny zła zagrażają jego porządkowi. Stąd żywiołem najważniejszym staje się powietrze, które w pierwotnym Chaosie miało w sobie zapowiedź przyszłego Ładu. 

Zapewne żarliwy katolicyzm Tolkiena spowodował, że kreacja Wszechświata jest u niego uderzająco podobna do biblijnej. Świat jest dziełem wszechmocnego Boga, noszącego imię Eru (lub Iluvalar). Rodzi się z tworzonej przez niego (wraz z „Ainurami” – pomniejszymi duchami) muzyki, która zyskuje formę widzialną w wizji, a następnie staje się dzięki wypowiedzianemu słowu „Ea” (forma imperatywna od „być”) Część duchów Ainur, zachwycona pięknem wizji, dobrowolnie udaje się w ten świat. Przeobrażają się one w postacie duchów opiekuńczych („Valarów”), których zadaniem jest strzec ziemi i kształtować ją dla „Dzieci Iluvatara” – elfów i ludzi, bezpośrednio Valarom nie podlegających. Najpotężniejszy spośród Valarów – Melkor, próbując tworzyć samodzielnie, niezależnie od myśli Eru, stwarza zło, które jest siłą niszczenia, zagrażającym światu Chaosem. Wypowiada wojnę Valarom, a zwłaszcza ich przywódcy – Manwe zwanemu Sulimo: „Władca Oddechu Ziemi”. 

Manwe to rzeczywisty władca powietrza. Jego tron umieszczony był na lądzie Aman, w krainie Valinor, na szczycie największej góry tej krainy – Taniquetil. Stamtąd mógł on obserwować cały świat. Mimo, że Manwe był „bratem” Melkora, nie potrafił zrozumieć istoty zła. Przesądził tym samym losy Ziemi, kiedy po pierwszej bitwie Melkor-Morgoth został uwięziony Manwe uwolnił go, wierząc w jego skruchę. Melkor kilkakrotnie jeszcze niszczył ziemię, zniekształcając dzieło Valarów, które nigdy już nie stało się zgodne z wizją daną przez Eru, i zaszczepiając w nim zło. 

Powietrze to żywioł, w którym element dobra zdecydowanie przeważa nad elementem zła. Zaludniają je skrzydlate istoty. Duchy, przybierające formę orłów i sokołów przynoszą Manwe wieści na szczyt Taniquetil. Powietrze jest światem orłów, istot, które nigdy nie dały się przeciągnąć na stronę zła. 

Wodzem orłów w Pierwszej Erze był Thorondor, który za swe heroiczne czyny otrzymał przywilej nieśmiertelności i z końcem Ery, śladem elfów odszedł do Valinoru. Thorondor wraz ze swymi współplemieńcami strzegł królestwa elfów, Gondolinu. W bezpośrednim spotkaniu naznaczył twarz Melkora bliznami, sprawiającymi nieustanny ból i szpecącymi groźne oblicze Władcy Ciemności. Ocalił Berena i Luthien, uciekających z twierdzy Czarnego Władcy, z Angbadu. W czasie Wielkiej Bitwy kończącej Pierwszą Erę Świata prowadził do walki przeciw skrzydlatym smokom oddziały orłów, których rola w walce (jak to zdarzało się i później) była decydująca. W czasie tej bitwy Melkor został pokonany, ujęty w podziemiach Angbadu i zesłany w Bezczasową Otchłań. Jego rolę przejął wierny sługa, Sauron, będący jednak tylko cieniem potęgi swego Pana.

Także podczas walki z Sauronem orły odegrały decydującą rolę. Ich wodzem był wówczas Gwaihir, Władca Wichrów. On właśnie uratował Gandalfa, Bilba i krasnoludy Thorina z łap orków i przesądził wynik Bitwy Pięciu Armii. W czasie Wojny o Pierścień trzykrotnie wspomagał Gandalfa: uwalniając go z Isengardu, unosząc ze szczytu Zirak-Zigil po walce z Balrogiem i wreszcie ratując Froda i Sama przed śmiercią na zboczach Orodruiny, już po zniszczeniu Pierścienia Władzy.

#

W tym momencie wypada wspomnieć po raz pierwszy o Pierścieniach. Cztery z nich działają samodzielnie, przy czym istnienie dzieł Trzech Pierścieni Elfów (jedynych posiadających moc tworzenia i leczenia, a nie władzy i niszczenia) jest zależne od istnienia Pierścienia Jedynego. Najpotężniejszy z Pierścieni, Vilya – Pierścień Powietrza, jest własnością Elronda, który otrzymał go od Gil-galada. Dzięki działaniu Vilyi mógł Elrond nie tylko utrzymać w porządku królestwo Rivendell, ale także (do pewnego stopnia) przenikać myśl Saurona i – jako najmędrszy – służyć Gandalfowi radami, które doprowadziły wprawdzie do klęski sługi Morgotha, lecz spowodowały także zniknięcie dzieł Elfów. 

Powietrze jest też zaludnione przez stwory złe, ale są one intruzami, wdzierającymi się w cudze państwo. Stworami tymi są przede wszystkim Nazgule na swych skrzydlatych wierzchowcach. Wyraźnie widać, jak dalece są one obce powietrzu. Ich ruch zawsze ukierunkowany jest w dół, upiory Pierścienia zawsze spadają. Określenie „Nazgule wzniosły się” jest w istocie równoważne powiedzeniu „znikły”, „przestały działać”. Ich ostatni lot jest także upadkiem – w ognie Orodruiny. Nazgule niosą ze sobą chaos i zniszczenie i w tym najbardziej przeciwstawne są orłom, przywracającym ład, czego dowodem powtarzający się w Trzeciej Erze okrzyk „orły, orły nadlatują”, po którym przychodzi czas budowania.

#

Woda jest żywiołem rodzącym, oczyszczającym. Valarem rządzącym wodą jest Ulmo, drugi w hierarchii po Manwe. Przyjaciel ludzi i elfów, silny w boju i mądry w radzie, rzadko udaje się na ląd. Pozostał najwierniejszy Iluvatarowi: muzyka tworząca (utracona przez obecność zła) harmonię świata przetrwała jedynie w jego królestwie, w szmerze strumieni, w głosie fal uderzających o brzeg morza. Mimo swej gwałtowności Ulmo potrafi przebaczać. Jeden z jego pomocników spośród tzw. „Maiarów” (podległych Valarom) – Osse, zdradził go niegdyś i został sługą Melkora. Ukorzył się jednak i powrócił na służbę Ulmo. Uzyskał przebaczenie i rządy nad płytkimi wodami otaczającymi lądy. Ulmo i Osse porozumiewali się z elfami dźwiękiem wód, a ponieważ ludzie stracili zdolność pojmowania tego języka, Ulmo czasami pojawiał się im bezpośrednio, ingerując w ziemskie zdarzenia i zapobiegając rozprzestrzenianiu się zła. Nenya – drugi pod względem potęgi z trzech Pierścieni Elfów – był Pierścieniem Wody. Nosiła go Galadriela, a poznajemy go w jednej z najpiękniejszych scen „Władcy Pierścieni”, gdy Królowa Elfów odrzuca dar Froda i nie przyjmuje dobrowolnie ofiarowanego jej Pierścienia Władzy. 

Moment, w którym Galadriela pozwala Samowi i Frodowi odczytać przyszłość ze swego Zwierciadła, zwraca uwagę na współzależność żywiołów wody i powietrza, które wspólnie oznaczają nieśmiertelność. Bardzo wyraźnie jest to widoczne w historii Earendila-Żeglarza, jednej z najwcześniej napisanych opowieści „Silmarilliona”. Earendil był półelfem, jego udziałem był jednak los śmiertelnych ludzi. Przyjaciel Kirdana – Budowniczego Okrętów – wcześniej okazał się znakomitym żeglarzem. Podróżując na statku Vingilot szukał zaginionych rodziców i drogi do Valinoru, skrytej przed śmiertelnymi. Jego żoną była Elwinga, wnuczka Berena i Luthien, posiadaczka Silmarila. Podczas walk między elfami zdołał dzięki pomocy klejnotu dopłynąć do Valinoru i tam błagał o pomoc Valarów w zakończeniu okrutnej wojny o Silmarile. Pomoc tę otrzymał, wojna skończyła się uwięzieniem Melkora, a sam Earendil, jedyny śmiertelnik, który znalazł drogę do kraju bogów, został przez nich wysłany na ocean niebios. Żegluje tam, niosąc ze sobą Silmaril, którego blask dodaje siły pozostałym w Śródziemiu podejmującym się walki ze złem. Jego dzieciom, Elrondowi i Elrosowi, kazano wybierać miedzy losami ludzi i elfów. Elrond wybrał naród elfów i osiadł w Rivendell, Elros naród ludzi i stał się pierwszym królem Numenoru.

Woda jest także żywiołem przemiany. A przemiana, odnowienie staje się prefiguracią śmierci. Jedna z wielu drobnych niekonsekwencji Tolkiena, a może po prostu intuicyjne poddanie się prawom wyobraźni: elfom przysługuje przywilej bezczasowości Wszystkim oprócz jednego: siwowłosego starca z długą, również siwą brodę. To Kirdan, przewoźnik do Valinoru, zapewniający elfom nieustanną łączność z krainą bogów. Jakże łatwo rozpoznać w nim Charona.

#

Ogień jest jedynym żywiołem, w którym dobro i zło może łączyć się w harmonijną całość. Nie ma swojego władcy pośród Vaiarów, chociaż pewne cechy rządzącego ogniem nosi Aule – trzeci co do potęgi po Manwe i Ulmo. W dziele Tolkiena bardzo wyraźnie można zaobserwować współistnienie żywiołów ognia i ziemi, choćby przez powtarzający się motyw ognistej góry. Aule jest jednocześnie Kowalem (taki nosi przydomek) i twórcą krasnoludów, których wyciosał ze skały (do tego motywu jakże wyraźnie chtonicznego, jeszcze wrócimy). Trzeci – obok Vilyi i Nenyi – Pierścień Elfów, Narya był Pierścieniem Ognia. Własność Kirdana, został przez niego ofiarowany Gandalfowi jako pomoc w watce z Sauronem. Siła Naryi przyczynia się do zwycięstwa Gandalfa, Płomienia Anoru, nad Balrogiem, Płomieniem Udunu, Czarnym Ogniem palącym, lecz nie oświetlającym. W jedności dobra i zła właściwej żywiołowi ognia została umieszczona przez Tolkiena opozycja Światła  i  Ciemności. Jedność dobra i zła wynika z podwójnej roli ognia, który jednocześnie oświetla, ogrzewa i – pali. Ciemność właściwa Złu (nadane przez elfy Melkorowi inne Morgoth oznacza właśnie Władcę Ciemności) zachowuje wyłącznie zdolność niszczycielską, oderwaną od życiodajnych funkcji płomienia. 

#

Ziemia jest jednocześnie matką-żywicielką i siłą śmierci. Pierwiastek zła nie może być w tym żywiole tak silnie zespolony z dobrem, jak w przypadku ognia, sama Ziemia bowiem jest życiodajna, należy do niej jednak strefa Hadesu, sfera śmierci, w której rodzą się niszczycielskie płomienie. W podziemnym płomieniu powstaje i ginie Pierścień Władzy. Z podziemi wychodzą niszczycielskie potwory wypełniające swe złowrogie dzieło i w podziemiu znikają. 

Podobnie jak ogień ziemia nie ma swego boga, swego Valara. W pewnym stopniu rolę tę pełni Aule jako mistrz rzemiosł. Swoje boginie maja tylko światło (żeńskim odpowiednikiem Valar są Valier, światłem opiekuje się towarzyszka Manwe – Varda) i wszystko co rośnie i rozkwita (opiekunką roślin i zwierząt jest towarzyszka Aule – Yawanna).

Ziemia jest twórcza. Motyw chtoniczności w dziejach Śródziemia i w mitologii Tolkiena test bardzo widoczny. Przede wszystkim z ziemi, ze skały stworzył Aule krasnoludy, niejako przeciw woli Iluvatara, który jako Bóg Jedyny miał przywilej kreacji. Iluvatar pobłogosławił mimo wszystko to dzieło, bowiem poczęło się bez złej myśli. Długowieczne, silne krasnoludy były uczniami Aule i (obok elfów z plemienia Noldorów) najwybitniejszymi rzemieślnikami Śródziemia. 

Zagadką, lecz zagadką pozorną, jest pochodzenie hobbitów i temu plemieniu, którego stworzenie związało w całość wszystkie książki Tolkiena, wypada poświecić więcej uwagi. Kilkakrotnie wspomniane ich pokrewieństwo z ludźmi jest mylące nie tyle może z powodu różnic anatomicznych, co charakterologicznych. Hobbici obcy byli ludziom znacznie bardziej niż elfy, w najlepszym przypadku (jak to się działo w Bree) oba plemiona po prostu nie wchodziły sobie w drogę. Hobbici są plemieniem tajemniczym, pozbawionym historii, a przecież tak istotnym, tak potrzebnym w kluczowym dla dziejów świata momencie Trzeciej Ery: Wojnie o Pierścień. Ich pozbawione brawury męstwo jest niezwykłe. Zdumiewa ich odporność na działania Pierścieni – Gollum był jego właścicielem przez około 550 lat, a przecież dobro, jakkolwiek utajone, jest w nim stale obecne! A przypomnijmy sobie, że nawet tak silny i szlachetny człowiek jak Boromir uległ pokusie zdobycia Pierścienia przemocą niemal od razu, że potężna królowa elfów, Galadriela musiała stoczyć ciężką walkę, by nie przyjąć Pierścienia od Froda. Równie dziwne jest i to, że Frodo zdobył się na ofiarowanie go Galadrieli, a wcześniej jeszcze – tym razem nawet ku zdumieniu Gandalfa – niemal dobrowolnie z posiadania klejnotu zrezygnował Bilbo. Trop najwyraźniejszy: hobbici mieszkają w norkach, w dziurach w ziemi.

Pokrewieństwo między wykutym w głębi ziemi Pierścieniem i ludem hobbitów jest najgłębsze z możliwych, hobbici są bowiem istotami chtonicznymi. Tworami samej ziemi. Ziemia jest źródłem siły, czyni hobbita niezwyciężonym i nieśmiertelnym. To z niej czerpie potęgę Merry, czołgając się „jak robak” przed zadaniem decydującego ciosu Wodzowi Nazgulów.  Każde wyjście hobbita z jego podziemnego domu jest narodzinami i jednocześnie przejściem z Ładu w Chaos. Ład może być odzyskany tylko przez powrót do domu. „Zabawa” niespodziewana i „zabawa” z dawna oczekiwana są tym samym – początkiem porządkowania świata, które może mieć tylko jedno zakończenie:

„Wieczerza była gotowa, tak jak się spodziewał. Różyczka wciągnęła go do domu, usadowiła w fotelu i posadziła mu na kolanach matą Elanor. Sam odetchnął głęboko.

– Ano, wróciłem – powiedział”.

I tak kończą się przygody.

#

W tym momencie chwilę uwagi wypada poświęcić problemowi „Dzieci Iluvatara”: elfów (Pierworodnych) i ludzi (Następców). Oba plemiona, jakkolwiek słabsze od Valarów, są od nich całkowicie niezależne. Więcej – Valarowie jako opiekunowie ziemi sprawiają momentami wrażenie sług ludów, których los zna tylko ich stwórca, wszechmocny Iluvatar. 

Dzieje elfów zostały zdeterminowane w Pierwszej Erze powstaniem Silmarili, trzech kryształów, przechowujących w swym wnętrzu światło Dwóch Drzew oświetlających świat przed powstaniem Słońca i Księżyca. Silmarile były dziełem najpotężniejszego i najdumniejszego spośród elfów, Feanora. Gdy Melkor zniszczył drzewa Valinoru Feanor odmówił prośbie Valarów o ofiarowanie Silmarili, których potęga mogła je ożywić. Wkrótce same Silmarile zostały skradzione przez Morgotha, a prowadzone przez Feanora elfy opuściły Valinor. Przeszły do Śródziemia, ścigając swego przeciwnika i próbując wydać mu beznadziejną wojnę. Wybuchły bratobójcze walki niszczące elfów, ludzi i Śródziemie, przerwane dopiero interwencją Valarów, których błagał o pomoc Earendil. Jeden spośród Silmarili odebrali Melkorowi Beren i Lulhien, dwa pozostałe zdobyli synowie Feanora, lecz nie byli ich godni. Silmarile popaliły im dłonie tak, jak przedtem spaliły dłoń Melkora i zostały rzucone – jeden w otchłań ziemi, drugi w morze. Trzeci, niesiony przez Earendila, znalazł się na niebie. 

Silmarile były klejnotami i jednocześnie niosącymi światło kryształami. Zaś w substancji kryształu najpełniej jednoczą się żywioły wody, ognia, nawet powietrza. Elfy, najpiękniejsze z plemion, obdarzone przywilejem nieśmiertelności, żyły w najpełniejszej harmonii ze światem. Wyraża się to także w ich podziale plemiennym: najdostojniejsi, Vanyar, żyli w Valinorze w pobliżu Manwe, Teleri byli żeglarzami, zaś Noldorzy, ulubieńcy Aule – znakomitymi rzemieślnikami. 

Nieśmiertelność zakłada jednak niezmienność. Elfy kochały świat, ale obecność zła powodowała, że świat się zmieniał. Zwycięstwo dobra nie było ostateczne. Zło pozostawiło ślad. Musiały odejść. 

Śmiertelność – dar Eru dla Ludzi – oznacza zdolność zmiany, przystosowania, a następnie panowania nad światem. Ludzie jako jedyni otrzymali przywilej kształtowania swego losu poza nieuniknionym dla innych istot przeznaczeniem. Przez fakt swej śmiertelności byli jednak znacznie bardziej podlegli działaniu zła. Wypowiedziana Valarom przez mieszkańców Numenoru wojna była właśnie wojną o nieśmiertelność. Przewrotny happy end Tolkiena: przy końcu świata nawet zło przyczyni się do chwaty Iluyatara. Świat musi być dobry.

#

Zaproponowany przeze mnie sposób interpretacji z pewnością nie jest jedyny. Pozwala jednak na udzielenie odpowiedzi na postawione pytanie – przez stwierdzenie, że Tolkien myśli w sposób identyczny jak my, odwołując się do podstawy marzeń, jaką są obrazy ewokowane przez żywioły. Wprawdzie śledziłem obecność mitu pozostawiając na boku sposób jego realizacji, czyli kwestie stricte literackie ale siła Tolkiena leży przecież nie w sferze szczegółów, lecz syntezy. Ten autor sięgał zawsze po to, co najbliższe, z tego tworzył harmonijną całość. Swym dziełem zbudował sobie pomnik w sensie niemal dosłownym: w skromnej katolickiej części cmentarza oksfordzkiego na jednym z nagrobków widnieje napis: Edith Mary Tolkien, Luthien, 1889-1971, John Ronald Reuel Tolkien, Beren, 1892-1973. Zaś amerykańscy wielbiciele żegnali pisarza lekturą jego opowiadania „Leaf by Niggle” (Liść, dzieło Niggle’a): 

„Przed mm stało Drzewo, jego Drzewo, ukończone. Jeśli możecie nazwać lak drzewo które żyje, którego liście rozwijają się, a gałęzie rosną 1 kołyszą się na wietrze, który Niggle tak często czuł, którego tak często się domyślał, który tak często i bezskuteczne próbował malować Spojrzał na Drzewo, wolno podniósł ręce i rozłożył je szeroko.

– Oto dar – powiedział”.

Krzysztof Sokołowski.

*całkiem niedawno musiałem w tej materii zmienić zdanie… na lepsze. Sfinks bez poważniejszych zastrzeżeń, choć z dającą się wyczuć pobłażliwością (ot, dziwak, ale nieszkodliwy), przyjął mi do druku podobny w charakterze materiał o Harlanie Ellisonie. Jeśli w przyszłości mam tak się mylić, to obym mylił się jak najczęściej.

**zabawne, że wówczas, przed prawie trzydziestu laty, a także później, przy przedrukach, nikt nie zwrócił uwagi na ten błąd. Ani Frodo, ani Bilbo, nie oddali przecież Pierścienia ot tak sobie, bez ukrytej myśli, szczerze i dobrowolnie. Natomiast całkowicie dobrowolnie oddał pierścień Sam.  Sam – prosty ogrodnik, Sam – najbliżej związany z ziemią, Sam – jedyny prawdziwy zwycięzca w Trzeciej Erze Świata.