Kategoria: Tolkien, King i inni

Bryła bursztynu. Stepehn King: „Stuchostrachy”, KOLEKCJA MISTRZA GROZY 21 i 22.

Trudno byłoby znaleźć drugą książkę tak przekonująco dowodzącą prawdziwości „hipotezy czytelnika planktonowego”. Trzecia najlepiej sprzedająca się na rynku amerykańskim powieść lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku, „Stukostrachy”, jest przecież dziełem, bez wielkiej przesady, znienawidzonym. Jest tym dziełem Kinga, które najgłośniej się krytykuje, a i jego publikacja w serii „Kolekcja mistrza grozy” wywołała mikro-gówno-burzę na planktonowo-książkowym Facebooku i

„My tu w Ace Books nie jesteśmy zainteresowani negatywnymi Utopiami”. Stephen King: „Długi marsz”, „Uciekinier”, KOLEKCJA MISTRZA GROZY 16 i 17.

Don Wollheim, postać dziś zapomniana, a niegdyś czczona w Polsce za znakomite antologie „Don Wollheim proponuje”, dwukrotnie zapisał się w historii fantastyki naukowej w sposób, który z całą pewnością nie leżał w jego zamiarach. Sprytnie obszedł przepisy, wypuścił „Władcę Pierścieni” nie płacąc grosza autorowi i w ten sposób stworzył masowy, zorganizowany fandom tolkienistyczny. A odrzucając

Uczucie wielkie i odwzajemnione. „Rose Madder”, KOLEKCJA MISTRZA GROZY 20

Jakkolwiek dziwnie by to brzmiało, zakochałem się w niej od pierwszego wejrzenia, a ona odwzajemniła me uczucie niezłomną wiernością. Nie dała się pokochać nikomu oprócz mnie. Więcej: odpychała, odstraszała, odwróciła się nawet plecami do własnego autora. Stephen King powiedział w wywiadzie, że wprawdzie ma za sobą książki „mniej udane”, ale „Rose Madder” jest po prostu

#metoo, czyli Jessie, Dolores i fejsbukowe księżniczki na ziarnku grochu. „Dolores Claiborne” i „Gra Geralda”, KOLEKCJA MISTRZA GROZY 9 i 12

To miała być dylogia. Opowieść o dwóch kobietach, których losy splatają się w rytmie typowej „kingowskiej grozy”. Ostatecznie czytelnik dostał dwie odrębne powieści, pod względem formalnym różniące się jak niebo i ziemia, a w dodatku sprawiające nieodparte wrażenie dwóch różnych wprowadzeń w temat główny – „Rose Madder”. Nie ukrywam, że mam do pisarstwa Kinga stosunek

Ma być jak w życiu, czyli Buick z Innego Wszechświata. Stephen King, „Buick 8”. KOLEKCJA MISTRZA GROZY 8, Prószyński Media, Wydawnictwo Albatros, 2017

Brzmi to jak plotka, jak tania sensacja, ale nie jest ani jednym, ani drugim. W dodatku powtarza się z interesującą regularnością i będzie się jeszcze powtarzać. A więc, z kronikarskiego obowiązku: w marcu 1999 roku King wracał z Florydy do domu, sam, samochodem. Po drodze zatrzymał się na przydrożnej stacji benzynowej i, oczywiście, skorzystał z

Stephen King w wersji fantastycznej, czyli Obcy atakują. „Łowca snów”, KOLEKCJA MISTRZA GROZY 6-7, Prószyński Media, Wydawnictwo Albatros, 2017.

No i mamy wreszcie pierwszego prawdziwie kingowskiego grubasa, w pełni zasługującego na rozbicie na dwa tomy. Mamy więc także okazję by zastanowić się, czy „typowy kingowski grubas” zawdzięcza objętość „typowemu kingowskiemu słowotokowi”? Odpowiedź na tak zadane pytanie zależy, oczywiście, od wrażliwości odpowiadającego. Wielbiciele szybkiej akcji, odrobiny sensacji, uderzeniowej dawki niesamowitości i oczywistych strasznych strachów, muszą

Druga twarz Kinga, czyli paradoks Midasa. „Chudszy”, KOLEKCJA MISTRZA GROZY 5, Prószyński Media, Wydawnictwo Albatros, 2017.

Mamy rok 1984. Od wydania „Carrie” minęło dziesięć lat. Oraz dziewiętnaście fenomenalnie kasowych bestsellerów autora – celebryty, któremu każda kropla atramentu i każdy skrawek papieru bez pudła zmieniały się w złoto. Wszystko wydawało się wskazywać, że lada chwila pojawią się potencjalnie kompromitujące podejrzenia, bo niezwykła płodność celebrytów zawsze je budziła… i budzi. Odłóżmy, proszę, na

Stephen King straszy. „Carrie”, KOLEKCJA MISTRZA GROZY 4, Prószyński Media, Wydawnictwo Albatros, 2017.

Czwarty King w „KOLEKCJI MISTRZA GROZY” jest Kingiem chronologicznie pierwszym. Debiut otrzymujemy nieco, powiedzmy, nietypowo, bo już nieźle przygotowani na jego przyjęcie. Wiemy, że legenda rodzi legendę i nawet się temu nie dziwimy. „Carrie”, wydana w 1974 roku, to istotnie legenda, lecz pozaliteracka. Słynie z tego, że jest czwartą książką pisarza… i to wcale nie