Miesiąc: Październik 2016

2in1 czyli Marcin Przybyłek family size: „Orzeł Biały” plus „CEO Slayer”

W kołach zbliżonych do kół dobrze poinformowanych szerzono oszczerczą plotkę, jakobym miał nigdy nie przeczytać „Orła Białego”. Szerzono także oszczerczą plotkę, że jeśli przeczytam, to go bezlitośnie schlastam, bo ten typ tak już ma i jest niereformowalny. Obie te plotki okazały się prawdami góralskimi drugiej kategorii: „tyz prowda”. Przeczytałem, chociaż chyba jako ostatni (krytyk) w

„Skokowca” nie napisał Marcin Podlewski tylko inny pisarz tego samego nazwiska.

Nie, to nie jest recenzja. To jest opowieść o odkrywaniu strasznej prawdy. # Jeśli ktoś kiedyś zada mu ulubione fejsbukowe pytanie: „czy polecasz Podlewskiego” LapsusC odpowie z pełnym przekonaniem: „tak, polecam Podlewskiego”. Polecam wszystkie „Głębie” Podlewskiego,  nie napisane też. Polecam będąc przy zdrowych zmysłach, na własne ryzyko: satysfakcja gwarantowana albo zwrot kosztów. Lecz jeśli ktoś

Książka fantastyczna (w odróżnieniu od fantastyki książkowej). Radek Rak, „Puste niebo” – Tołpi w poszukiwaniu Autentyku.

Pewnego dnia – zwykłego, szarego o bladym przedświcie dnia – biedny wiejski Tołpi łowi w Bugu ryby. I wyławia siecią księżyc. I uznaje księżyc za swoją własność, jak wyłowioną rybę. A potem, z niewielką pomocą biednego wiejskiego wierzbowego licha Zapaliczki (mianującego się co prawda czartem wielkiego rodu, jeno że zbiedniałym) udaje mu się wzięty w

„Gamedec. Granica rzeczywistości” – zwykła, prosta, być może nawet lubieżna radość pisania. I czytania.

Gdybym pierwszą „Głębię” Marcina Podlewskiego i pierwszego „Gamedeka” Marcina Przybyłka miał w papierze, musiałbym ustawić te książki na przeciwległych półkach przeciwległych regałów. Musiałbym pilnować, by się broń Boże nie zobaczyły, zaniedbanie podstawowych zasad BHP grozi twojemu zdrowiu, a nawet życiu. Rwące się do bójki Marciny strącałyby przecież po drodze lapsusowe bogactwo opasłych tomiszczów na coraz

Andrzej Łaski, Światotwórca. Galeria Operatora Ołówka cz. 3 – troszkę nostalgicznie, ale tylko troszkę.

W niegdysiejszym, a do dziś pamiętanym Feniksie / Fenixie nie zajmowałem się pracą redakcyjną. Wszyscy dobrze się tam znaliśmy, przyjaźniliśmy i nikt nie zamierzał popełniać podstawowych błędów. Naczelni: Maciek Makowski, potem Rafał Ziemkiewicz, a potem jeszcze Jarek Grzędowicz, aktywnie mnie do tego zniechęcali. W imię przyjaźni. Miałem budować dział zagraniczny, tłumaczyć i stworzyć bazę „naszych”

Realizm magiczny, czyli diabeł tkwi w szczegółach

Realizm magiczny długo błąkał się po świecie. Nim zabłądził pod polską strzechę, zdążył nawet wyjść z mody.   Nikt nie odbierze Andrzejowi Pilipiukowi tytułu jego wskrzesiciela. Wyrazy szacunku. Trzeba być bardzo pewnym siebie, by do tego stopnia lekceważyć mody. Ale nie byłoby go takim, jakim jest, gdyby nie postawił nas z nim twarzą w twarz

Tomek Maroński – własny głos, czasami wysłuchany, czasami nawet zrozumiany.

Okładka książki. Dzieło grafiki, pogardliwie, użytkowej. Dzieło rzemieślnika: oko, ręka i ile ma talentu – do wynajęcia i lepiej, żeby uczciwie zarobił te pieniądze. Rzemieślnik nie jest artystyczny, nie jest „warsztatowy”. To znaczy może sobie artystyczny być, byle mu geniusz nie przeszkadzał w pracy. # Ktoś nieustannie wpieprza mu się w proces twórczy. Jest reklamiarzem

„Granica rzeczywistości” (Rebis, 2016) jako taka, a jak nie taka to jaka i dlaczego.

Nigdy nie ma się drugiej szansy, by zrobić pierwsze wrażenie i to jest, niestety, święta prawda. Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki – oczywiście! Ale nikt nie wyrył przecież w kamieniu przykazania, że drugie wrażenia i inna rzeka koniecznie muszą być gorsze. O czym wie każdy szczęściarz, który miał szansę spotkać po