Kategoria: Blog

Zero w każdej skali.

Podjąłem męską, trudną decyzję. Jestem gotów ponieść wszystkie jej konsekwencje. Z pełną odpowiedzialnością za te słowa twierdzę z całą szczerością, na jaką mnie stać: w życiu nie czytałem tak złej literatury wydrukowanej, oprawionej i sprzedawanej także w „normalnych” księgarniach… ile ich jeszcze zostało. Drewniany język, upstrzony błędami gramatycznymi jak dziurami po sękach doskonale pasuje do

Jak grać, to na całego

„Gamedecverse”, „Przed Imperium”. 458 + 384 + 968 = mnóstwo stron do przewrócenia, a takie kobyły są przecież w cenie. Gdyby było tak ze dwieście stron na tom i gdyby dziesięć tomów wystrzeliwano strategicznie w masę planktonu czytelniczego krzyczącego o więcej, więcej tego samego, byłaby to „strategia sprzedaży”. Ale nie, tomy są trzy i każdy

Requiem dla Nidzicy

Tegoroczny festiwal fantastyki w Nidzicy z siedzibą w Mierkach zdominowały trzy wydarzenia. Podczas czwartkowego wieczornego „ogniska z poczęstunkiem” po kwadransie zabrakło poczęstunku. Co się stało z chlebem pozostaje niejasne, brak kiełbasek wzburzony Wojtek Sedeńko wyjaśnił zaś tym, że było ich „dokładnie tyle co uczestników” i wszystkiemu winne są dzieci, które jednostki poczęstunku gubiły w ognisku.

Czytane z doskoku: „Świątynia na bagnach” Michała Gołkowskiego

Purystom wolno kręcić nosem i narzekać, że fantasy Gołkowskiego to nie jest żadna fantasy. Że świat ma niedorobiony jak pucla, wyrzucona z pudełka na podłogę i zostawiona tak, niech leży. Że bohaterowie mają cały wdzięk ludzików ulepionych z modeliny. Że po stwardnieniu zostają niezmienni, po kwadransie zachwytów odstawia się ich na półkę do foci na

Harda Horda cz. 2. Grupa literacka i jej manifesty.

1. Z przyjaznym uśmiechem oraz rozrzewnieniem, które zawsze towarzyszy wspomnieniom młodości, witam niniejszym sympatyczny twór o którym myślałem, że już nigdy nie zaistnieje: grupę literacką. Taką wręcz klasyczną, skrupulatnie wypełniającą definicję, a jednocześnie powielającą model, który w fantastyce polskiej ma swoją chlubną tradycję. Oby panie z Hardej Hordy powtórzyły wyczyn „Klubu Tfurców” (także: „Tfurcuf”) i

Harda Horda cz. 1. Opowiadania.

„Harda Horda” to więcej niż tytuł antologii, to także manifest artystyczny pisarek uznanych i mniej. W swej podwójnej roli domaga się ona potraktowania poważniejszego niż banalna ocena „na misie”. Ale zacząć trzeba od opowiadań, bo tekst literacki jest konkretem. Na prostowanie ścieżek teoretycznych, po których błądzą dotychczasowi pożal się Boże recenzenci (i recenzentki) przeznaczona będzie

O tym, jak skrzywdzić bezbronną powieść i o tym, jak jej za krzywdę zadośćuczynić.

Jest to opowieść o wielkiej miłości, o władzy, polityce, szlachetnych zamiarach i podłych uczynkach. Jest to opowieść o bohaterach, bo tacy bohaterscy się urodzili, o bohaterach, których uczyniły nimi okoliczności i o tchórzach: z urodzenia, z ostrożności i z wyrachowania. Jest to opowieść o magach, szpiegach i politykach, ale też o ich ofiarach, „zwykłych szarych

Kamil Muzyka o: Arkady Saulski, „Kroniki Czerwonej Kompanii 1: Czarna Kolonia”, Drageus, 2016

Dzisiejsza recenzja nie będzie kolejnym wygrzebywaniem fantastyki naszych dziadków i pradziadków, wyciąganiem dawno zapomnianych dzieł czy autorów których pamiętać i kojarzyć może już tylko Wojtek Sedeńko. Dziś na warsztat bierzemy Arkadego Saulskiego i jego debiutancką „Czarną Kolonię”. W dalekiej przyszłości Mars zostaje skolonizowany. Reklamowany jest jako obiecana ziemia, sterraformowana planeta szczęścia i radosnych kolonistów. W

Kamil Muzyka o: Arkady Saulski, „Kroniki Czerwonej Kompanii 2: Wilk”, Drageus, 2016

Nie minął rok od wydania „Czarnej Kolonii”, a Wydawnictwo Drageus wypuściło na rynek kolejny tom przygód Czerwonej Kompanii. Nie mam pojęcia, czy jest jakiś wzór matematyczny na objętość sequeli, ale już na pierwszy rzut oka widać, że „Wilk” spełnia wymóg „przerośnięcia poprzednika”. Przy takim tempie wzrostu finalny tom będzie sprzedawany w pokrowcu, z uchwytem transportowym.