1 (12) – kwiecień – 2012
Cytat dnia
Aby pokochać jakąś rzecz wystarczy sobie powiedzieć, że można ją utracić [Gilbert Keith Chesterton]
Internetowych wprawek ciąg dalszy – powiedzmy sobie szczerze i od razu: temat to tak fascynujący, że nie sposób się od niego oderwać i tak zabawny, że jak ulał pasuje do kwietnia: miesiąca Prima Aprilisu, Śmigusa Dyngusa i pozostającego nieco w ich cieniu Święta Zmartwychwstania Chrystusa. Ale… Panie i Panowie, wolno się nie bać. Bo w pogodę tak piękną i dni znowu tak długie cóż może nas obowiązywać jeśli nie… optymizm?
Z szatanem nie wolno paktować…
…ale wolno go wykorzystywać” – uczył mnie zaprzyjaźniony jezuita w czasach, gdy jezuici mieli jeszcze nadzieję, że zostanę jezuitą, czyli, nie da się ukryć, dawno. Wdrukowałem sobie tę sentencję w obwody pamięci na zawsze, a to ze względu na zawarty w niej, jak mi się wówczas wydawało, element ryzyka. W młodzieńczej naiwności sądziłem, że „wykorzystywanie szatana” to coś jak ujeżdżanie tygrysa. Rozrywka pewna i polec przy tym zajęciu nie dyshonor.
Kiedyś, wieki temu, wielki kierowca Formuły 1 z czasów, kiedy jeździli w niej ludzie, a nie laleczki na sznurkach – na jedną laleczkę w bolidzie jedna laleczka z pilotem zdalnego sterowania laleczką – Alan Prost dostał eksperymentalne Renault Espace. Nikt oprócz niego nie umiał nim ruszyć z miejsca.
Trzy strony medalu – pierwsza.
Mało to naznęcałem się nad immanentną głupotą Internetu? Odpowiadam: nie. Przyznaję: niemało, oj, niemało.
Ale mam powody, by ponarzekać jeszcze trochę, bo w sumie przecież całkiem niedawno pierwszy odcinek „Burtona i Swinburne’a” Marka Hoddera (drugi, jakby się kto pytał, ma się nieźle, całkiem nieźle) skłonił mnie do obserwowania, co też dzieje się na sieci z książką po tym, jak „ujrzała światło dzienne” i „trafiła na księgarskie” półki.
Jestem oczywiście wdzięczny za ciepłe w gruncie rzeczy słowa, skierowane pod adresem samego Hoddera i moim jako tłumacza. Dziękuję i owszem, pisząc to, co powyżej i poniżej czuję się niewdzięcznikiem. Ale, panie i panowie recenzenci (no nie, przepraszam was, duchy recenzentów)… reckowicze dlaczego chwalicie nie to, co na pochwałę zasługuje?
Poland, hasło w Encyklopedii SF
Rather later, from the mid-1970s onwards, sf writers began to take the opposite tack. Escaping strict censorship by using sf imagery, and with the help of a linguistic ingenuity reminiscent of George Orwell, they began to describe the real world – even if at the price of incurring serious publication problems. (Orwell was probably a direct influence on such works, as several of his books had been published in Poland by underground publishers.) The best examples of such works are Edmund Wnuk-Lipinski’s “Wir pamięci” ["Whirlpool of Memory"] (1979), Maciej Parowski’s “Twarzą ku Ziemi” ["Face to Earth"] (1981), Janusz A. Zajdel’s “Limes inferior” (1982) and Marek Oramus’s “Senni zwycięzcy” ["Sleepy Victors"] (1982).
Poland, hasło w Encyklopedii Fantasy
There is plenty to be praised, of course, but nevertheless all his „Wiedźmin” interconnected short stories have serious flaws, mostly undeveloped world with magic popping up like Jack-in-the-box and undeveloped hero, kind of Conan with bad conscience problem. In a way Andrzej Sapkowski is a victim of his instant cult popularity forcing him to satisfy the less demanding readers and his voracious and undiscriminating reading of foreign fantasy. Fortunately, when his hero is out to lunch, he is able to produce outstanding as well as popular works, be it hard SF like „In the Bomb Crater” or fantasy like „Maladie”, beautiful variation on Tristan and Isolda theme.




