Druga twarz Kinga, czyli paradoks Midasa. „Chudszy”, KOLEKCJA MISTRZA GROZY 5, Prószyński Media, Wydawnictwo Albatros, 2017.

Mamy rok 1984. Od wydania „Carrie” minęło dziesięć lat. Oraz dziewiętnaście fenomenalnie kasowych bestsellerów autora – celebryty, któremu każda kropla atramentu i każdy skrawek papieru bez pudła zmieniały się w złoto. Wszystko wydawało się wskazywać, że lada chwila pojawią się potencjalnie kompromitujące podejrzenia, bo niezwykła płodność celebrytów zawsze je budziła… i budzi. Odłóżmy, proszę, na

Michał Chudoliński, „Grant Morrison w pigułce”

„Alfabet Granta Morrisona” Michała za nami. Przed nami zbiór ciekawostek, dotyczących tego autora. Bardzo… powiedzmy… ekscentrycznego. Z akcentem na „bardzo”.   Mało znane komiksy Morrisona, które znać warto: -1- Marvel Boy – Pierwszym zadaniem Szkota po podpisaniu kontraktu z Marvelem w 2000 roku była zmiana image’u starego konceptu superbohatera spod znaku gwiazd i kosmosu, Marvel

Michał Chudoliński, „Alfabet Granta Morrisona”

Trudno znaleźć w kręgach komiksowych elit drugą postać, która wzbudzałaby takie kontrowersje wśród czytelników. Wielbiciele jego wirtuozerii już dawno okrzyknęli go „Bogiem wszystkich komiksów”. Natomiast anty-fani wypominają mu bełkotliwość oraz „talent” do tworzenia niedorzecznych dyrdymałów pod wpływem narkotyków. Mało kto jednak zdaje sobie sprawę, że w ciągu blisko trzydziestoletniej kariery Grant Morrison sporządził autorski system

Stephen King straszy. „Carrie”, KOLEKCJA MISTRZA GROZY 4, Prószyński Media, Wydawnictwo Albatros, 2017.

Czwarty King w „KOLEKCJI MISTRZA GROZY” jest Kingiem chronologicznie pierwszym. Debiut otrzymujemy nieco, powiedzmy, nietypowo, bo już nieźle przygotowani na jego przyjęcie. Wiemy, że legenda rodzi legendę i nawet się temu nie dziwimy. „Carrie”, wydana w 1974 roku, to istotnie legenda, lecz pozaliteracka. Słynie z tego, że jest czwartą książką pisarza… i to wcale nie

Stephen King wreszcie straszy. „Cmętarz zwieżąt”, KOLEKCJA MISTRZA GROZY 3, Prószyński Media, Wydawnictwo Albatros, 2017.

Nie trzeba było długo czekać, tylko do trzech razy sztuka. Oto jest, nareszcie, „ten KING”! Jest horror, jest strasznie, jest nie byle jak strasznie, bo najstraszniej! Podobno samego Kinga jego dziełko przeraziło do tego stopnia, że strach kazał mu schować je do szuflady i wyciągnąć dopiero w sytuacji ostatecznej: święty dedlajn wzywał nie przebierając w