Surfowanie na cudzej fali

Być może wszystkiemu winien jest Jarek Grzędowicz – swego czasu „polska odpowiedź na Tolkiena”? „Pan Lodowego Ogrodu” jest wprawdzie wszystkim – hard SF, antyutopią, utopią, fantastyką socjologiczną –  tylko nie fantasy, ale sukces odniósł jako fantasy, więc jest fantasy, chociaż nie jest fantasy. Proste? A może wszystkiemu winien jest Andrzej Ziemiański? „Achaję” wszyscy wdeptują w

Mam problem z kobietami

Długo go nie miałem – problemu z kobietami. Nie kryłem, że go nie mam, a na występujące periodycznie i rozchodzące się szeroko wieści, że z kobietami – twórczyniami fantastyki – problemy mają inni (w tym kobiety) jawnie wzruszałem ramionami z sarkastycznym uśmieszkiem na pysku. Aż tu nagle spadł mi na barki ciężar Fenixa Antologii wraz

Książka z cienia cz.1: „Przeto nie pytaj, komu bije dzwon, bije on tobie”.

W życiu by mi samo do głowy nie przyszło, że cykl o „Książkach z cienia” zacznę od tej książki. Do przedwczoraj żyłem w błogim przekonaniu, że w sposób naturalny zatonęła ona w oceanie czasu, że interesować może, owszem, historyków literatury (i filmu) bo jest powieścią wybitną (i jej interpretacja filmowa też jest wybitna), ale dla

Bryła bursztynu. Stepehn King: „Stuchostrachy”, KOLEKCJA MISTRZA GROZY 21 i 22.

Trudno byłoby znaleźć drugą książkę tak przekonująco dowodzącą prawdziwości „hipotezy czytelnika planktonowego”. Trzecia najlepiej sprzedająca się na rynku amerykańskim powieść lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku, „Stukostrachy”, jest przecież dziełem, bez wielkiej przesady, znienawidzonym. Jest tym dziełem Kinga, które najgłośniej się krytykuje, a i jego publikacja w serii „Kolekcja mistrza grozy” wywołała mikro-gówno-burzę na planktonowo-książkowym Facebooku i

„My tu w Ace Books nie jesteśmy zainteresowani negatywnymi Utopiami”. Stephen King: „Długi marsz”, „Uciekinier”, KOLEKCJA MISTRZA GROZY 16 i 17.

Don Wollheim, postać dziś zapomniana, a niegdyś czczona w Polsce za znakomite antologie „Don Wollheim proponuje”, dwukrotnie zapisał się w historii fantastyki naukowej w sposób, który z całą pewnością nie leżał w jego zamiarach. Sprytnie obszedł przepisy, wypuścił „Władcę Pierścieni” nie płacąc grosza autorowi i w ten sposób stworzył masowy, zorganizowany fandom tolkienistyczny. A odrzucając

Uczucie wielkie i odwzajemnione. „Rose Madder”, KOLEKCJA MISTRZA GROZY 20

Jakkolwiek dziwnie by to brzmiało, zakochałem się w niej od pierwszego wejrzenia, a ona odwzajemniła me uczucie niezłomną wiernością. Nie dała się pokochać nikomu oprócz mnie. Więcej: odpychała, odstraszała, odwróciła się nawet plecami do własnego autora. Stephen King powiedział w wywiadzie, że wprawdzie ma za sobą książki „mniej udane”, ale „Rose Madder” jest po prostu

Fenix się bawi

Czas mija… a Fenix się bawi. W sobotę trzynastego (nomen omen) stycznia, tuż po godzinie szóstej po południu, w Galerii Pięknych Książek zadebiutował Fenix Antologia. Cichcem, chyłkiem, w legendarny tytuł tchnęła życie przedziwna para, którą różni wszystko: wiek (tu różnica jest pokoleniowa), temperament, poczucie humoru, gusta literackie i nie tylko, metoda pracy (jeden pracuje, kiedy

Fenix balanga

„‚Fenix’ powstał z popiołów” – to banalne, entuzjazmu we mnie nie budzi. „Legenda zmartwychwstała”, „drugie wejście gigantów” i takie tam dyrdymały – to też irytuje. „Fenix” wyjątkowo kiepsko nadaje się na pomnik, tak kiepsko jak Czart Tanner, a kto nie wie, o kim mowa, niech się lepiej do tego nie przyznaje. Feniks (przez „ks”, nie