Kategoria: Książki

Nie tak nuci się do snu

Fantastykę naukową wymyślono dawno temu dla Bartka Biedrzyckiego. Przewidziano, że pojawi się jako pisarz w fantastycznonaukowym świecie przyszłości: XXI wieku i zawczasu przygotowano mu miękkie lądowanie. Doprawdy, gdyby nie istniał, należałoby go wymyślić. Bo kto jak on niczym nóż w masło wchodzi w rozbabrany świat „post”: modernizmów post i nowoczesności post, genderów post i mód

Czym skorupka za młodu nasiąknie…

Na własne uszy słyszałem, jak Jacek Komuda twierdził z wielkim przekonaniem, że literatura historyczna go zmęczyła, że ma jej (na razie) dość i chce „spróbować czegoś nowego”, czyli fantasy. Jak powiedział tak i zrobił. Mamy już jednego „Jaksę powieściowego” i jedno opowiadanie w „Nowej Fantastyce”, można więc wyrokować, jak też udała mu się ta wycieczka

Zachęcanki czy zniechęcanki?

Dwutomowe wydanie „The Essential Ellison: A 50 Years Anniversary” (pt. „To, co najlepsze”, Prószyński i S-ka, t.1 2018, t.2 ma podobno wyjść na dniach) jest wydarzeniem literackim znacznie ważniejszym, niż na to wskazuje czytelniczy odbiór, oceniany leniwym strumieniem blogowych recek, wszystkich tak do siebie podobnych, jakby je klonowano i wszystkich świadczących o żałosnej dezorientacji autorek

Surfowanie na cudzej fali

Być może wszystkiemu winien jest Jarek Grzędowicz – swego czasu „polska odpowiedź na Tolkiena”? „Pan Lodowego Ogrodu” jest wprawdzie wszystkim – hard SF, antyutopią, utopią, fantastyką socjologiczną –  tylko nie fantasy, ale sukces odniósł jako fantasy, więc jest fantasy, chociaż nie jest fantasy. Proste? A może wszystkiemu winien jest Andrzej Ziemiański? „Achaję” wszyscy wdeptują w

Mam problem z kobietami

Długo go nie miałem – problemu z kobietami. Nie kryłem, że go nie mam, a na występujące periodycznie i rozchodzące się szeroko wieści, że z kobietami – twórczyniami fantastyki – problemy mają inni (w tym kobiety) jawnie wzruszałem ramionami z sarkastycznym uśmieszkiem na pysku. Aż tu nagle spadł mi na barki ciężar Fenixa Antologii wraz

Książka z cienia cz.1: „Przeto nie pytaj, komu bije dzwon, bije on tobie”.

W życiu by mi samo do głowy nie przyszło, że cykl o „Książkach z cienia” zacznę od tej książki. Do przedwczoraj żyłem w błogim przekonaniu, że w sposób naturalny zatonęła ona w oceanie czasu, że interesować może, owszem, historyków literatury (i filmu) bo jest powieścią wybitną (i jej interpretacja filmowa też jest wybitna), ale dla

„My tu w Ace Books nie jesteśmy zainteresowani negatywnymi Utopiami”. Stephen King: „Długi marsz”, „Uciekinier”, KOLEKCJA MISTRZA GROZY 16 i 17.

Don Wollheim, postać dziś zapomniana, a niegdyś czczona w Polsce za znakomite antologie „Don Wollheim proponuje”, dwukrotnie zapisał się w historii fantastyki naukowej w sposób, który z całą pewnością nie leżał w jego zamiarach. Sprytnie obszedł przepisy, wypuścił „Władcę Pierścieni” nie płacąc grosza autorowi i w ten sposób stworzył masowy, zorganizowany fandom tolkienistyczny. A odrzucając

Uczucie wielkie i odwzajemnione. „Rose Madder”, KOLEKCJA MISTRZA GROZY 20

Jakkolwiek dziwnie by to brzmiało, zakochałem się w niej od pierwszego wejrzenia, a ona odwzajemniła me uczucie niezłomną wiernością. Nie dała się pokochać nikomu oprócz mnie. Więcej: odpychała, odstraszała, odwróciła się nawet plecami do własnego autora. Stephen King powiedział w wywiadzie, że wprawdzie ma za sobą książki „mniej udane”, ale „Rose Madder” jest po prostu

Fenix się bawi

Czas mija… a Fenix się bawi. W sobotę trzynastego (nomen omen) stycznia, tuż po godzinie szóstej po południu, w Galerii Pięknych Książek zadebiutował Fenix Antologia. Cichcem, chyłkiem, w legendarny tytuł tchnęła życie przedziwna para, którą różni wszystko: wiek (tu różnica jest pokoleniowa), temperament, poczucie humoru, gusta literackie i nie tylko, metoda pracy (jeden pracuje, kiedy

Fenix balanga

„‚Fenix’ powstał z popiołów” – to banalne, entuzjazmu we mnie nie budzi. „Legenda zmartwychwstała”, „drugie wejście gigantów” i takie tam dyrdymały – to też irytuje. „Fenix” wyjątkowo kiepsko nadaje się na pomnik, tak kiepsko jak Czart Tanner, a kto nie wie, o kim mowa, niech się lepiej do tego nie przyznaje. Feniks (przez „ks”, nie