Autor: Lapsus Calami

Sotnie Łysego Iwanki

Cywilizacja upadła. Pozostawiła po sobie na wieczną rzeczy pamiątkę powracającą cyklicznie groźną zarazę, ruiny zamieszkane przez dzikie plemiona zdegenerowanych kanibali – potomków „młodych wykształconych z wielkiego miasta”, a także talany, czyli inteligentną krzyżówkę psa, kota i człowieka oraz coś, co „piorunem prostym” jak wiązka laserowa niszczy wszystko przypominające dzieło wyższej techniki, choćby był to odcinek

Fantastyka prefabrykowana

Po pierwsze mamy „Kataklizm”, bo postapo zawsze się sprzeda. Czym jest „Kataklizm”na razie nie wiemy, będą kolejne tomy i jakoś muszą się sprzedać. Potem mamy Królestwo, steampunkowe, bo steampunk zawsze się sprzeda. Królestwo jest cywilizowane (bogacze mają spłukiwane toalety), kapitalistyczne i drapieżne. Musi podbić sąsiednią krainę, bo w sąsiedniej krainie da się wyrąbać i wykopać

Nie tak nuci się do snu

Fantastykę naukową wymyślono dawno temu dla Bartka Biedrzyckiego. Przewidziano, że pojawi się jako pisarz w fantastycznonaukowym świecie przyszłości: XXI wieku i zawczasu przygotowano mu miękkie lądowanie. Doprawdy, gdyby nie istniał, należałoby go wymyślić. Bo kto jak on niczym nóż w masło wchodzi w rozbabrany świat „post”: modernizmów post i nowoczesności post, genderów post i mód

Czym skorupka za młodu nasiąknie…

Na własne uszy słyszałem, jak Jacek Komuda twierdził z wielkim przekonaniem, że literatura historyczna go zmęczyła, że ma jej (na razie) dość i chce „spróbować czegoś nowego”, czyli fantasy. Jak powiedział tak i zrobił. Mamy już jednego „Jaksę powieściowego” i jedno opowiadanie w „Nowej Fantastyce”, można więc wyrokować, jak też udała mu się ta wycieczka

Zachęcanki czy zniechęcanki?

Dwutomowe wydanie „The Essential Ellison: A 50 Years Anniversary” (pt. „To, co najlepsze”, Prószyński i S-ka, t.1 2018, t.2 ma podobno wyjść na dniach) jest wydarzeniem literackim znacznie ważniejszym, niż na to wskazuje czytelniczy odbiór, oceniany leniwym strumieniem blogowych recek, wszystkich tak do siebie podobnych, jakby je klonowano i wszystkich świadczących o żałosnej dezorientacji autorek

Surfowanie na cudzej fali

Być może wszystkiemu winien jest Jarek Grzędowicz – swego czasu „polska odpowiedź na Tolkiena”? „Pan Lodowego Ogrodu” jest wprawdzie wszystkim – hard SF, antyutopią, utopią, fantastyką socjologiczną –  tylko nie fantasy, ale sukces odniósł jako fantasy, więc jest fantasy, chociaż nie jest fantasy. Proste? A może wszystkiemu winien jest Andrzej Ziemiański? „Achaję” wszyscy wdeptują w

Mam problem z kobietami

Długo go nie miałem – problemu z kobietami. Nie kryłem, że go nie mam, a na występujące periodycznie i rozchodzące się szeroko wieści, że z kobietami – twórczyniami fantastyki – problemy mają inni (w tym kobiety) jawnie wzruszałem ramionami z sarkastycznym uśmieszkiem na pysku. Aż tu nagle spadł mi na barki ciężar Fenixa Antologii wraz

Książka z cienia cz.1: „Przeto nie pytaj, komu bije dzwon, bije on tobie”.

W życiu by mi samo do głowy nie przyszło, że cykl o „Książkach z cienia” zacznę od tej książki. Do przedwczoraj żyłem w błogim przekonaniu, że w sposób naturalny zatonęła ona w oceanie czasu, że interesować może, owszem, historyków literatury (i filmu) bo jest powieścią wybitną (i jej interpretacja filmowa też jest wybitna), ale dla

Bryła bursztynu. Stepehn King: „Stuchostrachy”, KOLEKCJA MISTRZA GROZY 21 i 22.

Trudno byłoby znaleźć drugą książkę tak przekonująco dowodzącą prawdziwości „hipotezy czytelnika planktonowego”. Trzecia najlepiej sprzedająca się na rynku amerykańskim powieść lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku, „Stukostrachy”, jest przecież dziełem, bez wielkiej przesady, znienawidzonym. Jest tym dziełem Kinga, które najgłośniej się krytykuje, a i jego publikacja w serii „Kolekcja mistrza grozy” wywołała mikro-gówno-burzę na planktonowo-książkowym Facebooku i