Kategoria: Filmy

Krzysiek Kietzman i „‚Gwiezdne wojny’: kanon, apokryfy, trawestacje, przekształcenia” [część 2]

W pierwszej części tekstu przyjrzałem się idei kanoniczności w Gwiezdnych wojnach, próbom uporządkowania jej hierarchii oraz przykładom przeskakiwania kolejnych stopni przez konkretne postaci i idee. Tym razem chcę przyjrzeć się sposobom, w jakie dzieła pochodne podejmują polemikę z kanonem i campbelliańskimi ramami narracyjnymi serii filmowej. Dzieła pochodne nawiązujące do świata Gwiezdnych wojen lub rozszerzające go

Krzysiek Kietzman i „‚Gwiezdne wojny’: kanon, apokryfy, trawestacje, przekształcenia” [część 1]

Film Władcy ognia (2002) z Izabelą Scorupco właściwie ratuje jedna scena, w której Christian Bale wraz z Geraldem Butlerem w ruinach pogrążonego w smoczej pożodze miasta odgrywają przed grupą dzieci scenę kultowej walki między Lukiem Skywalkerem a Darthem Vaderem z filmu Imperium kontratakuje, bijąc się na kije, po czym zachęcają zgromadzonych do wspólnej modlitwy. W

Po drugiej stronie wieloświatu i co Lyra tam widziała, czyli Bartek Biedrzycki o Pullmanie z każdej strony

Zabrałem się do Pullmana od dupy strony trochę. Owszem, miałem świadomość istnienia trylogii „Mroczne materie”, ale zacząłem od filmu, który pewnego dnia postanowiliśmy puścić dzieciakom. Konsumpcja filmów w naszym obejściu jest wysoka szczególnie właśnie w segmencie dziecięcym, a ponieważ towarzystwo zaznajomione jest z klasyczną kinematografią fantastyczną od dawna i prócz oczywistości jak ekranizacje Jacksona czy

Trzech scenopisów na umrzyka skrzyni, czyli Jerry zakłada podsłuch na wyobraźnię

Gdybym był producentem filmowym i ktoś przyszedłby do mnie ze scenariuszem Zemsty Salazara, zastrzeliłbym typa na miejscu. Jerry Bruckheimer, producent Piratów z Karaibów, nie tylko pozwolił twórcom scenariusza żyć, ale jeszcze klepnął realizację tego, co spłodzili. Zastanawiam się, jak mogła przebiegać praca nad tym scenariuszem, biorąc pod wagę, że tworzyło go pięć osób, w tym

[wideo, specjalnie dla LapsusaC] „Głębia 3. Napór”, czyli Marcin Podlewski o sobie i Galaktyce, na filmowo.

Jest jak nas Marcin przyzwyczaił: kompetentnie, interesująco do fascynacji i oczywiście bez chwili nudy. „Głębię” – na ile ją znam – darzę należnym podziwem. Omówienie pierwszego tomu, z założenia ambiwalentne, jest zaledwie początkiem mojej z nią przygody. Na razie wolę jednak milczeć. Nie uważam, by prowadzenie bloga dawało mi prawo do targania za uszy, a