Kategoria: Filmy

Gdyby nasz Bartkowiak był naszym hydraulikiem…

Oglądaliśmy z Maćkiem Parowskim „Ucieczkę z Nowego Jorku”, kiedy wcale nie była jeszcze taka stara (1981), a moda na lekceważenie „starych” filmów taka powszechna. I zaraz po wyjściu z kina, przy obowiązkowej kawie, Maciek spytał mnie, dlaczego – moim zdaniem – to jest taki dobry film, skoro „nic takiego w nim nie ma”. – Bo

Traktat o wypukłościach, czyli jedyny w 100% skuteczny sposób na męską szowinistyczność superbohatera

Mody – jak kobiety, o których będzie tu mowa – przychodzą, a zwłaszcza odchodzą i zostają zapomniane. Ale ja doskonale pamiętam tę chwilę, gdy raptem z niczego, czyli z Lema, w blogowej okolicy wszczął się krzyk o naganny brak kobiet w fantastyce. O niechęć do kobiet nie tylko superbohaterów, zajętych zbawianiem urbi et orbi (co

Stephen King po raz drugi – KRÓL STEFAN I

Historia zna kilku królów Stefanów. Byli wśród nich władcy energiczni, dobrzy dowódcy, którzy kogoś przed czymś bronili, walczyli i wygrywali, nasz KRÓL STEFAN odniósł jednak sukces bez precedensu. Dokonał tego, czego nie udało się przed nim dokonać nikomu – oprócz samych filmowców. Podbił Hollywood, a dokładnie: cały amerykański przemysł filmowy, co jest tryumfem tak wielkim,

(Za)cicho nad trumną

Dwudziesty siódmy listopada. Kolejna rocznica śmierci Kena Russella. Wśród „fantastów” i ta śmierć, i jej rocznice przeszły – jeśli się mylę, proszę mnie poprawić – cichutko. Niemal bez echa. Musi być cholernie majętny ten nasz światek, skoro tak beznamiętnie godzi się z utratą podobnego bogactwa. Albo wyjątkowo głupi… z tego samego powodu. Do dziś, donośnie

Bardzo kiepski dowcip na temat: jak nie zrobić polskiego filmu SF

Od czasu do czasu, gdy trzeba oderwać się od pracy, przeciągnąć w fotelu, dać odpocząć przegrzanemu intelektowi, szukam w sieci rewelacji o polsko-amerykańskiej koprodukcji fantastycznej, w którą zaangażował się sam Gus van Sant. Daję sobie jeszcze trochę czasu, a kiedy minie poproszę prawnika, który kilka razy pomógł mi wyjść na swoje, by odzyskał dla mnie

Bond, James Bond, poluje na Oskary (Skyfall)

Dwudziesty trzeci w ciągu jubileuszowych, okrągłych pięćdziesięciu lat Bond, James Bond, wybrał się na polowanie. Nie na wroga jednak poluje, lecz na kasę. A dokładniej, na nagrody. A jeszcze dokładniej, na Oscary. Mogę się o to założyć z każdym. O co chce. I mogę jeszcze powiedzieć to, że moim zdaniem na kilka z nich zasłużył.

Straszna szkoda, że to nie jest fantastyka (James Bond, jako taki)

Pięćdziesiąt lat. Dwadzieścia dwa filmy. Imponująca częstotliwość, imponujące powodzenie i wierność trzeciego już pokolenia. Z jakością różnie bywało, ale i tak chciałoby się teraz pisać o fantastyce.  Pierwszą przetłumaczoną przeze mnie powieścią, jeszcze na maszynie, jeszcze „za komuny” – i jedyną, która się nie ukazała – było „In Her Majesty Secret Service”, może najlepszy z

Horror – czy nadnaturalny, czy też pod innym imieniem straszy piękniej…

…niż horror straszy? Oczywiście! Ta prawda docierała do mnie stopniowo. Zaczęło się, jak zwykle od pytań; to chyba właśnie historia sztuki nauczyła mnie kwestionować zasadność subiektywnego postrzegania. Dlaczego obejrzana na Konfrontacjach „Śmierć na żywo” Bertranda Taverniera z 1980 roku, film podobno fantastyczno naukowy, ekranizacja wydanej w Polsce powieści Comptona, wstrząsnęła mną jak nigdy żaden z