Kategoria: Tolkien, King i inni

Stephen King straszy. „Carrie”, KOLEKCJA MISTRZA GROZY 4, Prószyński Media, Wydawnictwo Albatros, 2017.

Czwarty King w „KOLEKCJI MISTRZA GROZY” jest Kingiem chronologicznie pierwszym. Debiut otrzymujemy nieco, powiedzmy, nietypowo, bo już nieźle przygotowani na jego przyjęcie. Wiemy, że legenda rodzi legendę i nawet się temu nie dziwimy. „Carrie”, wydana w 1974 roku, to istotnie legenda, lecz pozaliteracka. Słynie z tego, że jest czwartą książką pisarza… i to wcale nie

Stephen King wreszcie straszy. „Cmętarz zwieżąt”, KOLEKCJA MISTRZA GROZY 3, Prószyński Media, Wydawnictwo Albatros, 2017.

Nie trzeba było długo czekać, tylko do trzech razy sztuka. Oto jest, nareszcie, „ten KING”! Jest horror, jest strasznie, jest nie byle jak strasznie, bo najstraszniej! Podobno samego Kinga jego dziełko przeraziło do tego stopnia, że strach kazał mu schować je do szuflady i wyciągnąć dopiero w sytuacji ostatecznej: święty dedlajn wzywał nie przebierając w

Stephen King – między epokami. „Zielona Mila”, KOLEKCJA MISTRZA GROZY 2, Prószyński Media, Wydawnictwo Albatros, 2017

Każdy z nas ma swe własne „najdziwniejsze książki Kinga” i każdy inaczej je ocenia. Dla jednych są one odstępstwem od tego, co autor robi najlepiej: pisze horrory. Dla innych są dowodem, że ten szczególny pisarz umie prawie wszystko i może iść prawie wszędzie, gdzie poniesie go kaprys wyobraźni. Dla tych pierwszych „Zielona Mila” jest nieznośnie

Stephen King – między słowami. „Misery”, KOLEKCJA MISTRZA GROZY 1, Prószyński Media, Wydawnictwo Albatros, 2017

Ktoś, kto decydował o porządku wydań kingowskiej kolekcji, nie bawił się w subtelności. Chwycił metaforycznego byka za metaforyczne rogi, dzięki czemu, przed zaledwie paru dniami, dostaliśmy do ręki TEN tom pierwszy „KOLEKCJI MISTRZA GROZY”. Mistrza? Tak, ale mistrza sztuki pisarskiej, nie sztuki pisania horrorów. Powszechna opinia krytyczna uznaje „Misery” za największe artystycznoliterackie osiągnięcie Kinga, któremu

Stephen King po raz pierwszy – REDIVIVUS

Od blisko trzydziestu lat – miałem przyjemność wprowadzić go na rynek fantastyki w Polsce w… 1988 roku – King pozostaje królem horroru. Tego horroru, który dziś pisze się przez duże „H”. W jego popularności, mierzonej liczbą kupionych egzemplarzy książek (a nie zmiennymi gustami krytyków) jest coś z fenomenu i coś ze swoistej perwersji. Fenomenu: bowiem

Stephen King po raz drugi – KRÓL STEFAN I

Historia zna kilku królów Stefanów. Byli wśród nich władcy energiczni, dobrzy dowódcy, którzy kogoś przed czymś bronili, walczyli i wygrywali, nasz KRÓL STEFAN odniósł jednak sukces bez precedensu. Dokonał tego, czego nie udało się przed nim dokonać nikomu – oprócz samych filmowców. Podbił Hollywood, a dokładnie: cały amerykański przemysł filmowy, co jest tryumfem tak wielkim,

Słoneczny świat planety Majipoor – eksponat muzealny z 1985 /!/ roku

W starej, dobrej fantastyce naukowej występował zawsze heroiczny pilot-bohater, który wraz ze swymi nie mniej heroicznymi towarzyszami leciał kosmolotem na planetę Mars, przeżywał tam niezliczone przygody dowodzące jego bohaterstwa, bezinteresowności, poświęcenia i wielu innych, podobnych cnót. Odkrywał Marsjan (lub to Marsjanie jego odkrywali), walczył z nimi (lub nawiązywał przyjazne stosunki) i wracał na Ziemię (lub