Kategoria: Tolkien, King i inni

Stephen King wreszcie straszy. „Cmętarz zwieżąt”, KOLEKCJA MISTRZA GROZY 3, Prószyński Media, Wydawnictwo Albatros, 2017.

Nie trzeba było długo czekać, tylko do trzech razy sztuka. Oto jest, nareszcie, „ten KING”! Jest horror, jest strasznie, jest nie byle jak strasznie, bo najstraszniej! Podobno samego Kinga jego dziełko przeraziło do tego stopnia, że strach kazał mu schować je do szuflady i wyciągnąć dopiero w sytuacji ostatecznej: święty dedlajn wzywał nie przebierając w

Stephen King – między epokami. „Zielona Mila”, KOLEKCJA MISTRZA GROZY 2, Prószyński Media, Wydawnictwo Albatros, 2017

Każdy z nas ma swe własne „najdziwniejsze książki Kinga” i każdy inaczej je ocenia. Dla jednych są one odstępstwem od tego, co autor robi najlepiej: pisze horrory. Dla innych są dowodem, że ten szczególny pisarz umie prawie wszystko i może iść prawie wszędzie, gdzie poniesie go kaprys wyobraźni. Dla tych pierwszych „Zielona Mila” jest nieznośnie

Stephen King – między słowami. „Misery”, KOLEKCJA MISTRZA GROZY 1, Prószyński Media, Wydawnictwo Albatros, 2017

Ktoś, kto decydował o porządku wydań kingowskiej kolekcji, nie bawił się w subtelności. Chwycił metaforycznego byka za metaforyczne rogi, dzięki czemu, przed zaledwie paru dniami, dostaliśmy do ręki TEN tom pierwszy „KOLEKCJI MISTRZA GROZY”. Mistrza? Tak, ale mistrza sztuki pisarskiej, nie sztuki pisania horrorów. Powszechna opinia krytyczna uznaje „Misery” za największe artystycznoliterackie osiągnięcie Kinga, któremu

Stephen King po raz pierwszy – REDIVIVUS

Od blisko trzydziestu lat – miałem przyjemność wprowadzić go na rynek fantastyki w Polsce w… 1988 roku – King pozostaje królem horroru. Tego horroru, który dziś pisze się przez duże „H”. W jego popularności, mierzonej liczbą kupionych egzemplarzy książek (a nie zmiennymi gustami krytyków) jest coś z fenomenu i coś ze swoistej perwersji. Fenomenu: bowiem

Stephen King po raz drugi – KRÓL STEFAN I

Historia zna kilku królów Stefanów. Byli wśród nich władcy energiczni, dobrzy dowódcy, którzy kogoś przed czymś bronili, walczyli i wygrywali, nasz KRÓL STEFAN odniósł jednak sukces bez precedensu. Dokonał tego, czego nie udało się przed nim dokonać nikomu – oprócz samych filmowców. Podbił Hollywood, a dokładnie: cały amerykański przemysł filmowy, co jest tryumfem tak wielkim,

Słoneczny świat planety Majipoor – eksponat muzealny z 1985 /!/ roku

W starej, dobrej fantastyce naukowej występował zawsze heroiczny pilot-bohater, który wraz ze swymi nie mniej heroicznymi towarzyszami leciał kosmolotem na planetę Mars, przeżywał tam niezliczone przygody dowodzące jego bohaterstwa, bezinteresowności, poświęcenia i wielu innych, podobnych cnót. Odkrywał Marsjan (lub to Marsjanie jego odkrywali), walczył z nimi (lub nawiązywał przyjazne stosunki) i wracał na Ziemię (lub

CYBERPUNK – fantastyka z głową, rękami, nogami i sercem. [Magia i Miecz 1997]

To, co poniżej, jest pierwszą częścią bloku cyberpunkowego, na który składa się także mój wywiad z Bruce Sterlingiem,  z „Magii i Miecza (listopad 1997 – tak, magazyny pop puszczały kiedyś takie rzeczy).  Minęły lata, przekręciło się nam stulecie, a z bogatego „życia w fantastyce” zostały… blogowe wpisy, Bogu na uciechę. # Określenie „cyberpunk” ma raczej

Wywiad przyszłego LapsusaC z byłym :-) Bruce Sterlingiem, dziś znacznie cenniejszy poznawczo niż wtedy

Druga część, jeśli można tak powiedzieć, cyberpunkowego bloku z Magii i Miecza, 1977 (pierwsza tutaj). Osobiście uważam ją za niezwykle pouczającą właśnie teraz, po tym, jak to, co mówi Bruce, przetrwało próbę czasu. Wywiad publikuję in extenso, choć zapewne można byłoby go przeczyścić, skrócić i dostosować do współczesnych gustów. Mam w dupie współczesne gusta. #