Rok: 2015

Słoma – siano – słoma – siano – słoma – siano

Następstwo zdarzeń było takie: Najpierw jest przerwa w pracy. Z fejsa na zmordowanego tłumacza, orzącego jedna po drugiej dwie zupełnie inne, ale obie wybitne i trudne jak cholera powieści SF, wyskakuje wiadomość z Wyborczej: Maćka Parowskiego nie wpuszczono na pokaz prasowy najnowszego gwiezdnego szajsu family size. Autor tej wiadomości najwyraźniej niewiele o Parowskim wie, bo

Rozrywka zwana myśleniem – Lech Jęczmyk i Nowe Średniowiecze

Szukajcie, a znajdziecie… tylko najpierw musicie dobrze wiedzieć, czego szukacie, bo na Lecha Jęczmyka nie wpadniecie przypadkiem. Lech Jęczmyk nie atakuje z bilbordu, nie rzuca się na potencjalnego klienta księgarni (zwłaszcza internetowej), nie uśmiecha zniewalająco, w ogóle nie stroi przymilnych min. Ten rusycysta, ostatni wielki tłumacz z angielskiego, człowiek, który sprzedał fantastykę naukową dwom pokoleniom

Eksperyment skuteczny nie całkiem i prawie.

Gdyby w tym, co twierdzi Vox Populi, zawsze była odrobina racji, komu życzy zwycięstwa w tym pojedynku przesądzone byłoby raz na zawsze. Lapsus Calami, pięknoduch i ignorant w dziedzinie „popu”, postać przedprzedwczorajsza z przestemplowanym terminem przydatności do spożycia, urodził się przecież skazany na dokonywanie jedynie niesłusznych wyborów. A już kiedy dochodzi do zderzenia takiej materii

O Tolkienie od nowa

[Esej ten, opublikowany pierwotnie w Feniksie nr 1-2- (2-3) 1985,  ma wbrew pozorom walor nie tylko muzealny. Zamierzony jako popularne uzupełnienie Fenomenu Tolkiena – pracy raczej teoretycznoliterackiej – jest kolejnym „pierwszym krokiem” w polskiej tolkienologii, która ostatecznie sfaniła się i obumarła w żałosnej amatorszczyźnie. Przedstawia nieznane w owym czasie Polsce dzieła Tolkiena, ujmuje „Władcę Pierścieni”

Siedem grzechów głównych Marka Oramusa („Senni zwycięzcy”)

Będąc młodem pisarzem popełniasz błędy właściwe młodości. Można się na nich uczyć, owszem, ale że lepiej na cudzych błędach niż własnych, o tym nie trzeba chyba nikogo przekonywać. No więc mam dobrą nowinę dla wszystkich aspirujących: wznowienie „Sennych zwycięzców” Marka Oramusa to okazja do poznania błędów debiutanta, a potem ich uniknięcia. Ostrzeżony, uzbrojony! Zacząć wypada

Zaskoczenie

Pewnego roku w Nidzicy, w swobodnej jak mi się zdawało rozmowie, zasugerowałem Jackowi Inglotowi, że mógłby przysłać mi jakąś swoją książkę albo nawet i książki. Ot tak sobie przysłać, bo może przeczytam (jeśli jeszcze nie czytałem), może nawet co napiszę? No i stałem się ofiarą zmasowanego werbalnego ostrzału artyleryjskiego zakończonego krótką salwą brzmiącą mniej więcej

Bardzo kiepski dowcip na temat: jak nie zrobić polskiego filmu SF

Od czasu do czasu, gdy trzeba oderwać się od pracy, przeciągnąć w fotelu, dać odpocząć przegrzanemu intelektowi, szukam w sieci rewelacji o polsko-amerykańskiej koprodukcji fantastycznej, w którą zaangażował się sam Gus van Sant. Daję sobie jeszcze trochę czasu, a kiedy minie poproszę prawnika, który kilka razy pomógł mi wyjść na swoje, by odzyskał dla mnie

Nie ma tego złego…

Harlana Ellisona nie miało być w SFinksie. Zaczynałem moją kolejną przygodę z publikacją klasyków anglojęzycznej fantastyki (z określenia SF, co może niektórzy zauważyli, dawno zrezygnowałem jako nieadekwatnego do rzeczywistości) nie mając pojęcia, że jakaś literatura kiedyś w Sfinksie będzie. Być może Wojtek Sedeńko też nie miał, choć nie twierdzę tego z pewnością, bo ten facet