Kamil Muzyka o: Arkady Saulski, „Kroniki Czerwonej Kompanii 1: Czarna Kolonia”, Drageus, 2016


Dzisiejsza recenzja nie będzie kolejnym wygrzebywaniem fantastyki naszych dziadków i pradziadków, wyciąganiem dawno zapomnianych dzieł czy autorów których pamiętać i kojarzyć może już tylko Wojtek Sedeńko.

Dziś na warsztat bierzemy Arkadego Saulskiego i jego debiutancką „Czarną Kolonię”.

W dalekiej przyszłości Mars zostaje skolonizowany. Reklamowany jest jako obiecana ziemia, sterraformowana planeta szczęścia i radosnych kolonistów. W rzeczywistości jest wysypiskiem ludzkich odpadów, gdzie miliony ludzi wysiedlono, głównie dzięki technologii lotów skokowych. Wszędzie pełno jest pyłu, wszędzie pełno nędzy, a korporacje stworzyły z Ziemi zrekultywowaną planetę dla ludzi „Premium”. Państwa oczywiście straciły na znaczeniu, konwencje międzynarodowe są już tylko pożółkłym papierem.

Czytelnik śledzi losy bohaterów w momencie wybuchu konfliktu między dwoma największymi korporacjami. Zabiegiem który umożliwia nam poznanie różnych stron konfliktu i warstw tej historii jest wzbogacenie trzecioosobowej narracji o fragmenty relacjonujące zdarzenia z punktu widzenia postaci. Poznajemy Kerę Poniatowską oraz Steffena Poniatowskiego. Córka i jej ojciec, służący w kontraktowych jednostkach zbrojnych korporacji Van Graff, mają za sobą ciężką przeszłość i skomplikowane relacje rodzinne. Kiedy ojciec dowodzi krążownikiem Wiking, córka odbywa służbę w szeregach Czerwonej Kompanii.

Poznajemy także rodzeństwo Van Graffów, Jeana-Baptiste i Glorię. Gloria przejmuje jednak fabularnie prowadzenie, przypominając jednocześnie Johna Galta z „Atlasu Zbuntowanego” Ayn Rand czy Jethro Knights z „Transhumanist Wager” Zoltana Istvana, marząca o staniu się Bogiem, bezwzględna i zdecydowana.

Smaczku dodają powieści wtrącenia z punktu widzenia postaci pobocznych, z których najbardziej podobało mi się opisanie kwestii cyborgicznych zmian w psychice operatora mecha. Temat nie raz rozważany na punkcie tak Hard SF jak cyberpunku, a także i w filozoficznych pracach  transhumanistów.

No właśnie, mamy skafandry bojowe, krążowniki, mechy w kilku odmianach, pojazdy opancerzone, drony, piechotę powietrzną, kanonierki (to udane wykorzystanie anglojęzycznego „gunship”, oznaczającego i kanonierkę morską, i śmigłowce szturmowe), hakowanie, zwiad, zagłuszanie, maskowanie, wykorzystanie terenu i elementów zaskoczenia. Czyli to, po co sięgamy po wojenną powieść fantastyczno naukową. Autor zrobił w nazewnictwie pojazdów lub broni tu kilka ukłonów do klasyków, takich jak gier komupterowych Starcraft, Mass Effect, Sword of the Stars, Halo, ale też i literatury, jak chociażby „Żołnierze Kosmosu” – Roberta E. Heinleina. A wszystko to świetnie opisane.

Czy powieść zmusiła mnie do zastanowienia? Tak, typowego dla mnie,  pilota, ale także do rozważenia aspektu mniejszej siły ciążenia Marsa w stosunku do ziemskiej, co umożliwia Mechom stanie się ważnym element pola walki, a także kwestii opancerzenia nóg, co kiedyś – dziesięć lat temu – opisywał Robert H Wilson w „Jak przetrwać bunt robotów”. Zgodnie z tezą Wilsona, nogi mechów winny być znacznie lżejsze i mniej opancerzone by zachować odpowiednią mobilność i równowagę, podobnie wynika z moich doświadczeń z modelowymi robotami.

Do rozważań skłoniła mnie także kwestia broni laserowej i efektów trafienia szeroką wiązką w ciało człowieka. Oraz bardzo realistycznie rozwiązana (autor lekcje odrobił) kwestia umiejscowienia i konstrukcji mostka w wojennych okrętach kosmicznych.

Jedyne co budzi zastrzeżenia to kwestia „odpadów kosmicznych” stojących w miejscu na orbicie. Dopowiedzieć mogę sobie że sztuczna grawitacja panująca na statkach ściąga je w pobliże pancerza, jednak nie zostało to napisane wprost przez autora. Na jego usprawiedliwienie mogę powiedzieć, że jego powieść to jednak militarna space opera, nie zaś hard sf pisane z kalkulatorem w ręku (jak u Hala Clementa czy Roberta L. Forwarda).

Fabularnie nie będę zdradzał tajemnicy, jaką kryje Mars w tej powieści. Powiem jedynie że czekam na następny tom.

Kamil Muzyka

Moja ocena: 8/10