Wyobraźcie sobie czytanie pamiętnika marsjańskiej nastolatki. Brzmi jak kiczowaty pomysł na poziomie dennych czytadeł młodzieżowych, które najpierw zalewają półki księgarni sieciowych, a potem są ekranizowane jako tandetne „paczydła”? Owszem, nie da się zaprzeczyć, że kultura masowa zepsuła kategorię utworów młodzieżowych, tudzież młodzieńczych (ang. „Juvenile”). Z zasady sztampa idzie tak: mamy dziewczynę, dziewczyna zakochuje się w chłopaku, a świat jest przeciwko nim. No i jeszcze ten styl pamiętnika – tudzież Vloga – żeby przybliżyć historię młodzieży, z zasady nie sięgającej po coś tak nieinteratykwnego, monozmysłowego jak książka.

Tak jest dziś. Ale nie zawsze tak było.

Oto historia młodej Podkayne Fries, zwanej przez przyjaciół Poddy. Poddy to Marsjanka w trzecim pokoleniu, pragnąca zostać gwiezdną pilotką. Jest trochę hiperaktywną nastolatką z głową w chmurach. Wraz z rodziną ma wybrać się w podróż na Ziemię, gdzie zamierza wstąpić do szkoły pilotów. Plany się komplikują z powodu omyłkowego przyśpieszonego odmrożenia rodzeństwa (w tym świecie dzieci można „zamrozić na później”).

Podkayne wybiera się w podróż w towarzystwie swojego wujka Toma, który jest marsjańskim senatorem, oraz przemądrzałego młodszego brata – Clarka. Typowego, wrednego młodszego brata, traktującego wszystko jako dobry żart lub zgrywę. Z jednej strony część historii znamy właśnie z jego dopisków do pamiętnika Poddy (tak, grzebał jej w pamiętniku!), z drugiej takie zachowanie przysparza mu nie lada kłopotów.

Podróż Poddy, Clarka i wuja Toma to oś fabuły. W jej trakcie, na pokładzie luksusowego kosmicznego statku rejsowego, bohaterka doświadcza problemu dyskryminacji płciowej i klasizmu. Dowiadujemy się także, że Mars kiedyś był kolonią karną, a potomkowie kolonistów są traktowani z dużą podejrzliwością przez Ziemian i Wenusjan. Poznajemy pewne cechy kulturowe mieszkańców różnych globów, np. fakt, że dla Poddy, jak i innych Marsjan jej pokolenia, oceany są czymś niewyobrażalnym. Całą historię ubarwiają nam poznane na statku różne archetypiczne postaci.

W tym punkcie można zakończyć opisywanie fabuły. Nie chcę zdradzać zakończenia, a jest ono ważne  dla całej książki i jej odbioru. Od razu zaznaczam tylko, że Poddy nie znajduje chłopaka, ani dziewczyny.

 

Zakończenia powieści są trzy, zależnie od wydania. Późniejsze posiadają oczywiście to, które pierwotnie napisał Heinlein, jednak ze względów wiadomych dla tych, co już skończyli lekturę, nie można było umieścić go w powieści „dla młodzieży”.

No właśnie. Sprawa wygląda tak, że „Podkayne of Mars” pierwotnie miała być utworem młodzieżowym. Można tak ją odbierać, w końcu przygody nastolatki, która mogła by być pierwowzorem typowej „Valley Girl” i jej socjopatycznego brata, na takie właśnie wyglądają. Jednak sam Heinlein nie uważał tej powieści za młodzieżową.

Czy można ją polecić? Jest zaliczana do klasyki fantastyki naukowej (dla młodzieży!), posiada kilka ciekawych rozważań (na przykład scena, w której wuj Tom wyjaśnia Podkayne, dlaczego POLITYKA jest najwspanialszym wynalazkiem ludzkości). Ponadto postać głównej bohaterki jest niesamowicie „dziewczyńska” w pozytywnym znaczeniu tego słowa. Mogę to przyrównać trochę do rozumienia psyche młodych kobiet z Cyklu Wiedźmińskiego – Andrzeja Sapkowskiego (Ciri), czy opisu dorosłej kobiety w momentach kryzysu z „Fioletu” Magdaleny Kozak (Milka), może nawet „CyberJolly Dream” Antoniny Liedke (chociaż częściowo, gdyż CJD tyczy się poważniejszych sytuacji niż te, które spotykają Poddy). Bohaterka otwarcie buntuje się przeciwko normom, narzucanym kobietom, stawia na swoim i podąża za swoimi marzeniami. Nie jest to także książka przesycona opisami technologii (chociaż istnieją komunikatory kieszonkowe), dlatego nadaje się dla osób, które z fantastyką miały mało do czynienia, a zwyczajnie chcą poczytać ciekawą, wciągającą lekturę.

Polecam… z tym zastrzeżeniem, że „Podkayne of Mars” nie ma jeszcze polskiego wydania.

 

Kamil Muzyka

[dla tego wpisu włączone są komentarze]

  • Jawnuta z Nałęczy

    No nie wiem. Jak widzę takie semantyczne potworki w stylu „klasizm” , to mnie mdli. A może to tylko tak sobie książkę odczytał Autor recenzji. Na szczęście Heinlein zapunktował już sobie u mnie „Żołnierzami kosmosu” i „Władcami marionetek”, więc nie potrzebuje rekomendacji.

  • LapsusC

    @jawnutaznaczy:disqus
    Kamil całkiem dobrze sobie poradził z uzasadnieniem ocen. A rozpiętość talentu Heinleina zawsze cieszy.