Galeria Andrzeja Łaskiego cz.2

Przyglądanie się pracom Andrzeja sprawia przyjemność, owszem. Nie tylko mnie. Ale też uczy. A ja lubię się uczyć. Tworzenie ilustracji do tekstu pisanego ma swoją specyfikę, jednak pod względem formalnym niczym nie różni się od tworzenia każdego innego dzieła plastycznego. Innymi słowy, wymaga skomponowania. Ilustracja musi być harmonijna jako taka, a nie tylko współpracować z tekstem.

Spychacz

Andrzej Łaski zawsze podnosił mnie na duchu. Niczego nie kocham tak jak roboty dobrze zrobionej.  Poznaliśmy się w Fenixie… nie powiem, ile lat temu, bo może „Lapsusa…” czytają ładne dziewczyny? W każdym razie byliśmy młodsi niż dziś jesteśmy młodzi. To Andrzej nadał wówczas małemu pisemku wyraz w pełni odpowiadający jego wielkim ambicjom, a odwrotnie proporcjonalny

„Kimże jest poeta? Jeśli oddaje mu się cześć – nikim; ale jeśli się go prześladuje, wówczas jest wszystkim”. (Rafael Marin, „Krople światła”)

Czy space-opera to SF nie tyle rozrywkowa, co odmóżdżająca (podstępnie, ukradkiem i bardzo nie po SF-owsku) to kwestia niepewna, do dyskusji na później. Całkiem pewne jest natomiast to, że space-operę otwieraliśmy  i na space-operę chodziliśmy do kina właśnie po to, by się odmóżdżyć. Zaczęło się to przed Gwiezdnymi Wojnami, ale na nich wcale nie skończyło.

Horror – czy nadnaturalny, czy też pod innym imieniem straszy piękniej…

…niż horror straszy? Oczywiście! Ta prawda docierała do mnie stopniowo. Zaczęło się, jak zwykle od pytań; to chyba właśnie historia sztuki nauczyła mnie kwestionować zasadność subiektywnego postrzegania. Dlaczego obejrzana na Konfrontacjach „Śmierć na żywo” Bertranda Taverniera z 1980 roku, film podobno fantastyczno naukowy, ekranizacja wydanej w Polsce powieści Comptona, wstrząsnęła mną jak nigdy żaden z

Tłusta [d…]* na patencie cz.2

Na wszelki wypadek, bo pamięć ludzka zawodna jest – film przeznaczony był, kiedyś, do oglądania w tłumie. Jak jakiś teatr czy inna opera, tylko nie chodziło się we fraku na premierę. Taki hajlajf dla średniozamożnych i niżej, można powiedzieć: święto. Za komuny po karnety na Konfrontacje stało się około doby, najczęściej na mrozie i choć

Tłusta [d…]* na patencie cz.1

Bida w tym, że właściciel praw do Chodasiewicza (pod każdym imieniem tej samej woni) siedzi na nich tłustą [d…ą]* na patencie. Sam nie żre i innemu nie da. A jak już da, to niekoniecznie to, czego potrzebujesz. Daje nie w porę, lecz w nadmiarze i jeszcze go za po w rękę całuj, Pana, Dziedzica. Nie

Stephen King po raz trzeci i pół

Dopełnienie seminarium szczecińskiego AD 1988 o dyskusję. # W dniach 18-20 marca 1988 roku w Szczecinie odbyło się seminarium literacko-filmowe “Światy Stephena Kinga”, zorganizowane przez Klub Miłośników Fantastyki “Kwant” i Centrum Kultury Młodzieżowej “Słowianin”. Organizatorzy pokazali większość filmów zrealizowanych według prozy Kinga, dostarczyli też uczestnikom kompletny i fachowo opracowany (przez Krzysztofa Sokołowskiego) zestaw materiałów informacyjnych.

Stephen King po raz szósty

[No i nie udało mi się zamknąć „sprawy Kinga”. Pozostała jeszcze jedna kwestia, na którą wpadłem tłumacząc w pocie czoła „Worek kości”. Powieść z cała pewnością – i mówię to z pełną odpowiedzialnością za słowo – czytelnikowi polskiemu do tej pory nie znaną. Mam na myśli odchylenie się wahadła od pionu. Do jakiego stopnia King

Stephen King po raz piąty

[Uwaga odautorska: ku własnemu zdumieniu odkryłem, że moje kolejne teksty o Kingu, powstające w ciągu niebagatelnych dwunastu (i więcej) lat, jednak układają się w całość. Następują po sobie „pojęciowo logicznie”, jakby towarzyszyły rozwojowi samego Stephena Kinga: od młodzieńczej pasji do refleksji, nazwijmy to uprzejmie (jesteśmy niemal rówieśnikami), wieku dojrzałego.]  2. Dzieło doskonale zamknięte Czyli 2/3

Stephen King po raz czwarty

[W 2010 roku po kilkunastoletniej przerwie, powróciłem do fantastyki jako takiej. Tak po prostu, z niczego, wpadłem do redakcji „Fantastyki” już nie takiej, bo „Nowej”. Na mój widok Maciek Parowski poderwał się od biurka, powiedział „Cześć” i na tym samym oddechu rzucił: „To może jak już jesteś napisałbyś mi coś o Kingu do Czasu Fantastyki”?