Kategoria: Blog

Oj, działo się, działo, za młodu nasiąkło i dalej mi trąci, ale jest z tego i nauka.

Już go słyszę – rechot purystów. Będą mieli swój, niech ich podrażnię makaronizmem współczesności: „field day”. A esteci najpierw zatkają nosy, a potem je zadrą. Puryści w mowie i w piśmie używają języka żałośnie ubogiego, bo co ponad minimum jest oczywiście podejrzane, kryteria estetów nie wykraczają poza „to mi się podoba, a to nie i

Straszna szkoda, że to nie jest fantastyka (James Bond, jako taki)

Pięćdziesiąt lat. Dwadzieścia dwa filmy. Imponująca częstotliwość, imponujące powodzenie i wierność trzeciego już pokolenia. Z jakością różnie bywało, ale i tak chciałoby się teraz pisać o fantastyce.  Pierwszą przetłumaczoną przeze mnie powieścią, jeszcze na maszynie, jeszcze „za komuny” – i jedyną, która się nie ukazała – było „In Her Majesty Secret Service”, może najlepszy z

„Kimże jest poeta? Jeśli oddaje mu się cześć – nikim; ale jeśli się go prześladuje, wówczas jest wszystkim”. (Rafael Marin, „Krople światła”)

Czy space-opera to SF nie tyle rozrywkowa, co odmóżdżająca (podstępnie, ukradkiem i bardzo nie po SF-owsku) to kwestia niepewna, do dyskusji na później. Całkiem pewne jest natomiast to, że space-operę otwieraliśmy  i na space-operę chodziliśmy do kina właśnie po to, by się odmóżdżyć. Zaczęło się to przed Gwiezdnymi Wojnami, ale na nich wcale nie skończyło.

Horror – czy nadnaturalny, czy też pod innym imieniem straszy piękniej…

…niż horror straszy? Oczywiście! Ta prawda docierała do mnie stopniowo. Zaczęło się, jak zwykle od pytań; to chyba właśnie historia sztuki nauczyła mnie kwestionować zasadność subiektywnego postrzegania. Dlaczego obejrzana na Konfrontacjach „Śmierć na żywo” Bertranda Taverniera z 1980 roku, film podobno fantastyczno naukowy, ekranizacja wydanej w Polsce powieści Comptona, wstrząsnęła mną jak nigdy żaden z

Tłusta [d…]* na patencie cz.2

Na wszelki wypadek, bo pamięć ludzka zawodna jest – film przeznaczony był, kiedyś, do oglądania w tłumie. Jak jakiś teatr czy inna opera, tylko nie chodziło się we fraku na premierę. Taki hajlajf dla średniozamożnych i niżej, można powiedzieć: święto. Za komuny po karnety na Konfrontacje stało się około doby, najczęściej na mrozie i choć

Tłusta [d…]* na patencie cz.1

Bida w tym, że właściciel praw do Chodasiewicza (pod każdym imieniem tej samej woni) siedzi na nich tłustą [d…ą]* na patencie. Sam nie żre i innemu nie da. A jak już da, to niekoniecznie to, czego potrzebujesz. Daje nie w porę, lecz w nadmiarze i jeszcze go za po w rękę całuj, Pana, Dziedzica. Nie

Stephen King po raz trzeci i pół

Dopełnienie seminarium szczecińskiego AD 1988 o dyskusję. # W dniach 18-20 marca 1988 roku w Szczecinie odbyło się seminarium literacko-filmowe “Światy Stephena Kinga”, zorganizowane przez Klub Miłośników Fantastyki “Kwant” i Centrum Kultury Młodzieżowej “Słowianin”. Organizatorzy pokazali większość filmów zrealizowanych według prozy Kinga, dostarczyli też uczestnikom kompletny i fachowo opracowany (przez Krzysztofa Sokołowskiego) zestaw materiałów informacyjnych.

Stephen King po raz szósty

[No i nie udało mi się zamknąć „sprawy Kinga”. Pozostała jeszcze jedna kwestia, na którą wpadłem tłumacząc w pocie czoła „Worek kości”. Powieść z cała pewnością – i mówię to z pełną odpowiedzialnością za słowo – czytelnikowi polskiemu do tej pory nie znaną. Mam na myśli odchylenie się wahadła od pionu. Do jakiego stopnia King

Stephen King po raz piąty

[Uwaga odautorska: ku własnemu zdumieniu odkryłem, że moje kolejne teksty o Kingu, powstające w ciągu niebagatelnych dwunastu (i więcej) lat, jednak układają się w całość. Następują po sobie „pojęciowo logicznie”, jakby towarzyszyły rozwojowi samego Stephena Kinga: od młodzieńczej pasji do refleksji, nazwijmy to uprzejmie (jesteśmy niemal rówieśnikami), wieku dojrzałego.]  2. Dzieło doskonale zamknięte Czyli 2/3