Kategoria: Książki

Tomek Kołodziejczak cywilizuje Empik, aż taki jest mocny.

W każdym Empiku z tym jego wszechobecnym zimnym, przerażającym światłem każdy klient wygląda jak zombie którym, daj Boże, nie jest. Każdy towar wygląda jak chińszczyzna, którą jest. Każda książka wygląda odpychająco. Każda płyta odpycha ceną. A obsługi, zawsze niekompetentnej, nigdy nie ma, co dokucza wyłącznie wówczas, kiedy szuka się zawsze przemyślnie ukrytej toalety. Nie lubię

Oj, działo się, działo, za młodu nasiąkło i dalej mi trąci, ale jest z tego i nauka.

Już go słyszę – rechot purystów. Będą mieli swój, niech ich podrażnię makaronizmem współczesności: „field day”. A esteci najpierw zatkają nosy, a potem je zadrą. Puryści w mowie i w piśmie używają języka żałośnie ubogiego, bo co ponad minimum jest oczywiście podejrzane, kryteria estetów nie wykraczają poza „to mi się podoba, a to nie i

„Kimże jest poeta? Jeśli oddaje mu się cześć – nikim; ale jeśli się go prześladuje, wówczas jest wszystkim”. (Rafael Marin, „Krople światła”)

Czy space-opera to SF nie tyle rozrywkowa, co odmóżdżająca (podstępnie, ukradkiem i bardzo nie po SF-owsku) to kwestia niepewna, do dyskusji na później. Całkiem pewne jest natomiast to, że space-operę otwieraliśmy  i na space-operę chodziliśmy do kina właśnie po to, by się odmóżdżyć. Zaczęło się to przed Gwiezdnymi Wojnami, ale na nich wcale nie skończyło.

Tłusta [d…]* na patencie cz.2

Na wszelki wypadek, bo pamięć ludzka zawodna jest – film przeznaczony był, kiedyś, do oglądania w tłumie. Jak jakiś teatr czy inna opera, tylko nie chodziło się we fraku na premierę. Taki hajlajf dla średniozamożnych i niżej, można powiedzieć: święto. Za komuny po karnety na Konfrontacje stało się około doby, najczęściej na mrozie i choć

Tłusta [d…]* na patencie cz.1

Bida w tym, że właściciel praw do Chodasiewicza (pod każdym imieniem tej samej woni) siedzi na nich tłustą [d…ą]* na patencie. Sam nie żre i innemu nie da. A jak już da, to niekoniecznie to, czego potrzebujesz. Daje nie w porę, lecz w nadmiarze i jeszcze go za po w rękę całuj, Pana, Dziedzica. Nie

Nie czytaj Flynna! Nie czytaj „Eifelheim”! Ani mi się waż!

Ciemne wieki. Fanatyzm. Stosy, mordy, rzezie. Brud. Kretyni i kaleki. Pasy cnoty. Jedyne, co dobrego można o nim powiedzieć, to skarby Templariuszy. Średniowiecze, jak dobrze policzyć, to jakieś dziesięć z dwudziestu wieków historii naszej cywilizacji. Barbarzyńcy, po części już chrześcijanie – arianie, rozkładają Rzym od środka, najeżdżają od zewnątrz, powoli, systematycznie i wytrwale doprowadzają do

Książki, wydawnictwa i inne świętości

Firma dziś już martwa za życia zwróciła się do mnie, skromnego, z prośbą o tekst do pewnego planowanego przedsięwzięcia, o którym sam zawiadomi kogo zechce we właściwym czasie. Propozycja wydała mi się na tyle interesująca, że nie zwlekając zabrałem się do roboty… która okazała się trudniejszą niż myślałem. Ale nadal myślę, a że najlepiej myśli mi

Wiwat, Pani Od Aniołów!

Być może zauważono to już – a jeśli nie, mam dobrą okazję postawić ten fakt przed oczy moich czytelników – że nawet kiedy piszę (a robię to nieczęsto) o pojedynczej książce, to z zasady nie pisuję niczego, co mogłoby kojarzyć się z recenzją. Internet zastąpił mnie w tym zbożny dziele, więc tylko pokpiwam z „recek”,