Przyjdzie – już niedługo – czas, by bliżej przyjrzeć się „Moskiewskiej ladacznicy”, dziś tylko słowo o jej prapremierze.

„Samozwaniec. Moskiewska ladacznica”, choć rozpoczyna nowy cykl i daje się swobodnie czytać samodzielnie, jak poprzedzająca go tetralogia dotyczy może najbardziej fascynującego epizodu historii Polski: jednocześnie tajemniczego, godnego chwały większej, niż doświadczył, a zakończonego fiaskiem, który ciąży światu do dziś. Jest coś symbolicznego w tym, że w Forcie Bema, na jej prapremierze, obok siebie, w pełnej zgodzie – i jakoś nawet do siebie pasujący – wystąpili ci, którzy uczą nas pamiętać i ci, którzy są bezpośrednimi spadkobiercami pamiętanych.

GALERIA ZDJĘĆ Z PRAPREMIERY TUTAJ 

Lisowczyk na zgliszczach spalonej wioski (c)MAG

Cokolwiek by o Jacku mówić, jedno można powiedzieć na pewno: jego cykl „Samozwaniec…” jest elementem tej „polityki historycznej”, którego nie wolno zlekceważyć.

 

Krzysztof Sokołowski

 

[dla tego wpisu włączone są komentarze]