Traktat o wypukłościach, czyli jedyny w 100% skuteczny sposób na męską szowinistyczność superbohatera

1

Mody – jak kobiety, o których będzie tu mowa – przychodzą, a zwłaszcza odchodzą i zostają zapomniane. Ale ja doskonale pamiętam tę chwilę, gdy raptem z niczego, czyli z Lema, w blogowej okolicy wszczął się krzyk o naganny brak kobiet w fantastyce. O niechęć do kobiet nie tylko superbohaterów, zajętych zbawianiem urbi et orbi (co w końcu jakoś tam ich tłumaczy), lecz nawet biednego, dalece niebohaterskiego pilota Pirxa. Miałem przyjemność zauważyć wówczas, że jeśli jedynym sposobem na kobiety, który pilot Pirx znalazł na jedynej swej randce, było „klepnięcie siostry przyjaciela w tyłek”, to widocznie ten typ tak ma.  Można go lubić, można nie, ale dorosłego faceta po tak traumatycznych przejściach na kobieciarza się nie przerobi, najwyżej na kosmonautę. Na tym zakończyłem temat, lecz brak szerszej refleksji ćmił nieznośnie. Refleksja czekała na tę jedną właściwą chwilę i we właściwej chwili wykluła się z jaja.

#

Wykluła się zaś, owa szersza refleksja, w momencie nieoczekiwanym, a mianowicie podczas szybkich porządków na twardym dysku. Znalazłem na nim zapomniany folder z dziesięcioma filmami, które polecam aspirującym blogerkom/blogerom i domorosłym znawcom fantastyki, pragnącym wyrosnąć ponad domorosłość co, nawiasem mówiąc, okazuje się prawie niemożliwe (trzeba chcieć aż tak, by wyrosnąć samemu lub guzik z wyrastania). Niemniej folderek spełnił swe zadanie i nie skasowałem go z wdzięczności, a kto wie, może nawet udostępnię wkrótce z odpowiednim komentarzem?

W folderku tym był zaś wzorcowy film z superbohaterką.

„Barbarella”.

#

Nie zdołałem się powstrzymać. Obejrzałem „Barbarellę”. Okazuje się, że wcale nie jest taka nieoglądalna, jak głosi plotka, popularna wśród intelektualistów SF i jej licznych snobów. Trzeba tylko – jakkolwiek szokujący to brzmi – oglądać ją czym innym, niż oglądało się w brzemiennej w skutki epoce końca lat 60-tych ubiegłego wieku. Mianowicie oglądać głową.

barbarella_04_profile

A głowa każde przede wszystkim zapytać, czym superbohaterka (czy choćby towarzyszka/partnerka zwykłego bohatera SF) ma różnić się od niego samego? Po czym ją rozpoznamy? Odkładając na lepszą okazję kwestie płci mózgu (to pole oddaję moim polemistom za friko) stwierdzam z całą odpowiedzialnością: otóż rozpoznamy ją po wypukłościach. Po wypukłościach rozpoznamy ją z przodu, po wypukłościach rozpoznamy ją z tyłu…

…i tu leży wampir pogrzebany.

Superbohaterkę, czy też choćby towarzyszkę/partnerkę bohatera SF musimy przecież rozpoznać po wypukłościach, jeśli nie chcemy dochodzić, czy imię i nazwisko na liście etatów jest męskie czy kobiece, co w najpopularniejszym języku superbohaterstwa – amerykańskim – nastręcza określone trudności. Ale na mocy jakiegoś niepisanego i dla mnie niezrozumiałego, nieżyciowego przepisu jednocześnie musi ona wypukłości posiadać i NIE WOLNO jej wypukłości posiadać, a już z pewnością nie wolno jej posiadać wypukłości wyróżniających.

#

I przeciw temu właśnie paradoksowi pragnę tu gorąco zaprotestować. Zapraszam do takiego właśnie protestu wszystkich moich sojuszników z całego spektrum, mylnie zwanego „politycznym”. Wszystkich z tak zwanej „lewej”, wszystkich z tak zwanej „prawej”, oraz wszystkich z tak zwanego „centrum”.

Sojusznicy! Jeśli droga jest wam idea równoprawnej, równouprawnionej, a nawet – koniecznie! – przewyższającej samca pod każdy względem superbohaterki (lub towarzyszki/partnerki bohatera fantastyki) walczmy o to, by stała się rozpoznawalna! Bo jeśli nie stanie, raz za razem powielać będziemy „Brokenback Mountain”! Tylko, że my, na naszym, że tak powiem, poletku, z identyfikacją mamy większe problemy, ze względu na te wszystkie trykoty, maski, pelerynki itepe.

barbarella_05_catwoman

Protestujmy, bo mamy przecież wzór, do którego możemy się odwołać i który niech nam przyświeca! Stworzony, bagatela, blisko pół wieku temu, a komiks jeszcze wcześniej (1962). Mamy superbohaterkę, wzorującą się na superbohaterze tylko w tym, że wykorzystuje, co jej łaskawy los dać raczył.

Dokładnie jak superbohaterowie fantastyki. Superbohaterom los daje wielkie pieniądze, wielką mądrość i wiedzę, siłę wraz z egzotycznie azjatyckimi umiejętnościami jej wykorzystania i inne nadludzkie możliwości. Im wolno wykorzystać dary losu, za to ich kochamy i podziwiamy, więc dlaczego NIE WOLNO JEJ, która w darze otrzymała równie cenne, jeśli nie cenniejsze, atuty wyróżniające? Choć to one czynią z niej tą, kim jest?

Walczmy o współczesną Barbarellę, sojusznicy i sojuszniczki, którym, jak mnie – i słusznie! – brakuje w SF „pierwiastka kobiecego”. Tych pierwiastków Barbarella ma przecież całą tablicę Mendelejewa!

barbarella_06_sex

A przede wszystkim ma odpowiednie wypukłości, nie pozostawiające żadnych wątpliwości co do płci jej superbohaterskości. Wypukłości to warunek konieczny, choć też i niewystarczający.

Jeśli chcemy superbohaterki myślącej.

#

Za nią właśnie – za superbohaterkę myślącą! – należy Barbarellę uznać bez żadnych wątpliwości. Czym innym bowiem niż dowodem jej nadrzędnej, intelektualnej, kobiecej superbohaterskość jest tak doskonałe rozpoznanie słabości superbohaterskości męskiej? I, bez przesady błyskotliwe, ich wykorzystanie?

Kto, jak nie ONA, mistrzowsko wykorzystuje ten podstawowy przecież fakt, że superbohater jest konstrukcją prostszą od cepa, sterowanego, ośmielam się przypomnieć wykształconym z wielkiego miasta, aż dwoma elementami sztywnymi?

Kto, jak nie ONA, bezwzględnie wykorzystuje drugą wielką słabość superbohaterskości męskiej? Każącą superbohaterowi, zdolnemu do wszystkiego i mogącemu wszystko, po superbohaterskim wyczynie pytać zawsze: „Jak było, kochanie?”. Słabość nieuleczalną, przez którą superbohaterowie, ci dobrzy i ci immanentnie źli też, w sytuacji próby ostatecznej załamują się i uciekają – pożal się Boże! – do pomocy gadżetów!

I wreszcie kto, jak nie ona, gwarantuje czytelnikowi i/lub widzowi cliffhanger ostateczny, można powiedzieć – obrotowy: zmienia się z lojalnej towarzyszki/partnerki w zakamieniałego wroga nieskończoną ilość razy w skończonej jednostce czasu!?

#

Przypominam: walczymy o równe prawa kobiet w fantastyce. Ale żeby wywalczyć kobietom równe prawa, musimy umieć je najpierw rozpoznać!

Jeśli kobiety w fantastyce spróbują równać do ideału, znajdą swoje miejsce w Panteonie i gwarantuję, że będzie to miejsce naczelne!

Krzysztof Sokołowski.

[Dla tego wpisu włączone są komentarze]

 

  • Liteon

    Mam wrażenie,że niektóre kobiety czasem gonią w piętkę. W pogoni za równouprawnieniem, rezygnują z największej zalety jaką jest ich seksualność. Bojąc się sprowadzenia do mianownika „wypukłości” niejako walczą z postrzeganiem ich pod takim kątem, tracąc w ten sposób olbrzymi potencjał jaki dała im na starcie natura.
    Trochę prześmiewczo ale taka anegdota „grzeczne dziewczynki idą do nieba po śmierci a niegrzeczne mają je już na ziemi” sugestywne hehe choć przecież połączenie niewątpliwej żeńskiej seksualności z umysłem – tworzy potęgę nie do powstrzymania dla każdego mężczyzny…