Od blisko trzydziestu lat – miałem przyjemność wprowadzić go na rynek fantastyki w Polsce w… 1988 roku – King pozostaje królem horroru. Tego horroru, który dziś pisze się przez duże „H”. W jego popularności, mierzonej liczbą kupionych egzemplarzy książek (a nie zmiennymi gustami krytyków) jest coś z fenomenu i coś ze swoistej perwersji. Fenomenu: bowiem okazało się, jak nośna jest w wykonaniu tego pisarza popliteracka penetracja uczucia, które dzielą profesorowie i śmieciarze, studenci i emeryci, niepracujące żony (kategoria społeczna powszechna i wpływowa w Ameryce, a prawie nieznana w Polsce) i ich bardzo zajęci zarabianiem na życie mężowie. Perwersji: bowiem tym uczuciem nie są wysokoliterackie, wysmakowane egzystencjalne lęki, lecz po prostu STRACH. 

Strach szarego człowieka pozostaje zaś uczuciem wstydliwym. Każdy z go zna i każdy się przed nim broni, nikt jednak nie lubi go ujawniać i nie chce o nim mówić. Podobno to właśnie zdolność uświadomienia sobie nieuniknioności odczuwania strachu i bezradne próby bronienia się przed nim odróżniają człowieka od zwierzęcia Podobno to człowiek jest „par excellence zwierzęciem odczuwającym strach”. Jeśli tak – horrory Kinga, zupełnie niezależnie od tego, czy nam się podobają, czy nie, mają pewne odległe od literatury walory poznawcze. Mogą nam pomóc uświadomić sobie, dlaczego strach jest… ludzki. 

To ostatnie twierdzenie wymaga daleko idących wyjaśnień. Przecież zwierzęta (wydaje się, ze nawet przede wszystkim zwierzęta) boją się i strach (oraz sen) wypełnia całe ich życie. Strach (i ból) są czynnikami umożliwiającymi i wspomagającymi przetrwanie gatunku. Każdy, kto kiedykolwiek uważnie obserwował zachowanie swego wiernego kundla, mógł jednak zauważyć, ze strach zwierzęcy jest instynktowną reakcją na pojedynczy bodziec: pies rzuci się na pijaka, bo jego niepewny chód uważa za sygnał zagrożenia, na innego psa, bo tak nakazuje mu instynkt przewodnictwa w nie istniejącym stadzie, nawet na pędzący samochód, bo coś, co przed nim ucieka, najwyraźniej ma do tego jakiś powód. We własnym interesie psiaka próbujemy go tego oduczyć, budząc w nim inny, większy i bardziej bezpośredni strach – przed karą. Budujemy hierarchię strachu ucząc najlepszego z przyjaciół człowieka zasad wzajemnego współżycia. 

Człowiek jest myślącym zwierzęciem, a więc zna instynktowny strach przed nieznanym (i strach przed bólem). To, że myśli, sprawia jednak, że boi się inaczej. Myślenie jest nieoddzielne od zdolności przewidywania i od wyobraźni, a jedno i drugie budzi w człowieku strach, który jest właściwy tylko jemu, strach związany z procesem myślenia, a więc niejako „racjonalny”. On właśnie, a nie potwory i siekiery, jest bohaterem twórczości Kinga. 

king_05_fear

#

Zacznijmy od wyobraźni, ponieważ jest ona właściwa człowiekowi jako jednostce, a więc stosunkowo łatwa do opisania. Wydaje się, że można obciążyć ją winą za pewną część typowo ludzkiego strachu. To wyobraźnia przecież każe nam domyślać się, że kiedy nas nie ma (najprościej: kiedy śpimy) świat porusza się dalej, a więc, że na świecie istnieje także coś niezależnego od nas. Zgodnie z własnym wyznaniem, w którego szczerość nie ma powodu powątpiewać, sam King nie potrafił zasnąć z odkrytymi nogami ze strachu, że w ciemnym pokoju COŚ wypełznie spod łóżka i chwyci go za kostkę. „Gdy rozum śpi, budzą się upiory”. Duchy i wampiry żyją nocą, właśnie wtedy, gdy rozum śpi, a gdy nas „nie ma” świat może się przecież zmienić, stać się inny – a więc groźny. Źródło ludzkiego strachu bije w nas dlatego, że potrafimy myśleć, jego mechanizm jest jednak biologiczny i zwierzęcy: upiory są groźne, bo nieznane. Mitologie, ludowe legendy, baśnie próbowały racjonalizować ten strach, stwarzając zaludniające niesamowity krajobraz nocy stworzenia przyjazne, nieszkodliwe lub przynajmniej obojętne. Odniosły tylko nieznaczny sukces. Gdybyśmy o północy spotkali krasnala, który przyszedł tylko po to, żeby nam nasikać w zupę, i tak moglibyśmy umrzeć na atak serca. Z pewnością nie skierowalibyśmy go do toalety i nie poprosili, by spuścił po sobie wodę.

king_06_imagination

Wyobraźnia jest jednocześnie darem i przekleństwem. Większości ludzi umożliwia spokojne oczekiwanie następnego dnia tłumacząc im, że tym razem już wszystko będzie dobrze: nie spóźnisz się do pracy, nie pokłócisz z żoną, mężem lub dorastającym synem, skądś znajdą się jakieś pieniądze. „Nowy dzień, nowy dolar” – mówią Amerykanie. Świat może przecież w końcu stać się lepszy, a większość z nas lubi sobie wyobrażać, że wie, co to znaczy „lepszy”. Wyobraźnia jest też przekleństwem – bowiem stawia i ponawia nieustannie jedno pytanie, na które nigdy nie potrafimy udzielić odpowiedzi: co się ze mną stanie, kiedy mnie nie będzie? Nie jest to tylko proste pytania o sen. Jest to także pytanie o śmierć.

#

Zdolność przewidywania przyszłości ma u dwudziestowiecznego człowieka charakter społeczny. Pies czy chętniej opisywany pawian są również stworzeniami żyjącymi w hierarchicznie ukształtowanej grupie, zachowania człowieka nie reguluje jednak instynktowny egoizm psa czy pawiana Zwierzę pragnie przewodzić i jest to pragnienie instynktowne – przewodzenie w stadzie nie „ułatwia życia”, lecz umożliwia pełniejsze zaspokojenie instynktów (choćby przez bezpośredni dostęp do samic gatunku). Człowiek pragnie po prostu przeżyć i próbuje działać racjonalnie po to, by zwiększyć szanse przeżycia. Ruchy pokojowe, partie zielonych i obrońców środowiska kształtowane są przez ludzi, którzy „boją się za każdego z nas”. I ze strachu próbują zrobić coś konstruktywnego, choć najczęściej nie wiedzą, co.

Życie w strachu jest więc „kondycją ludzką”. Strach towarzyszy nam od narodzin do śmierci. Racjonalizujemy swój strach: jednostkowy, na przykład szukając sensu istnienia w… astrologii i społeczny (walka o tzw. szczytne cele – jak je kto rozumie – może być panaceum na strach, choć tylko tymczasowym). Tam, gdzie krzyżuje się strach świadomy i nieświadomy, jednostkowy i społeczny, racjonalny i biologiczny (zwierzęcy) wchodzi HORROR. Opisuje część naszych strachów, wyolbrzymionych i przypisanych fikcyjnym postaciom. Daje nam chwilę wytchnienia, jest ucieczką i katharsis. King nie robi z tego tajemnicy. Wie, że jego pisarstwo jest eskapistyczne (zapominamy o własnym strachu poznając strach innych) i katarktyczne w tym przynajmniej sensie, że chociaż nie przestajemy się bać, możemy uświadomić sobie, czego najbardziej się boimy. 

#

Jedną z podziwu godnych cech King jako pisarza jest umiejętność niejako instynktownego zrozumienia strachu, który odczuwa człowiek jako istota społeczna. By móc to lepiej wyjaśnić, przyjrzyjmy się pewnej modelowej kingowskiej sytuacji literackiej, zaczerpniętej z opowiadania „Ballada o celnym strzale” (kto nie czytał, niech koniecznie nadrobi ten wstydliwy brak). Popatrzmy na ludzi, których się boimy. Popatrzmy na ludzi, którzy się boją.

SZALEŃCÓW.

Oto pierwszy bohater literacki z tej kategorii, niejaki Henry Wilson. Z zawodu jest  redaktorem w wydawnictwie. Mieszka w Nowym Jorku. O tym nie wolno nam zapomnieć. 

king_07_environ_artificial

Redaktor Henry Wilson mieszka w Nowym Jorku wcale nie przypadkowo. Środowisko, w którym się porusza jest środowiskiem całkowicie sztucznym: to mury i neony powodują, że dostaje obłędu. Jest ono jednocześnie nieludzkie i doskonałe. Funkcjonuje praktycznie rzecz biorąc bezbłędnie: światła zawsze świecą, windy nigdy się nie psują, z sufitów patrzą „niesamowitym, fioletowym okiem” wykrywacze dymu. Ramą ludzkiej egzystencji wydaje się jakieś inne istnienie, celowe i nieludzkie. Co sprawia, że pralka zawsze pierze, że magnetofon gra; światło świeci, z kranu leci ciepła woda? SKĄD się wzięła i jaka jest ta tajemnicza siła, dzięki której wszystko wygląda właśnie tak, jak ma wyglądać i dzieje się tak, jak ma się dziać? 

Henry Wilson znajduje odpowiedź na to pytanie. Winna jest elektryczność. I to swego rodzaju PRAWDA! Większość cudów, które istnieją wokół niego i które mają mu ułatwić życie, działa dzięki elektryczności. Elektryczność istnieje wokół pana Wilsona zarówno wtedy, kiedy wiedzie mu się dobrze, jak i wtedy, kiedy wiedzie mu się źle. Świat cywilizacyjnych cudów jest dla niego światem samym w sobie, jest światem bezbłędnym i strasznym, właśnie dzięki swej bezbłędności obcym. Jeśli wszystko działa celowo i doskonale, to za tym działaniem coś się musi kryć, musi powodować je jakaś sprawcza siła. Elektryczność staje się tą siłą. 

To prawda, świat cywilizacyjnych cudów jest tak obcy i obojętny, że niektórzy – i prawie do końca sam pan Wilson  – po prostu go nie zauważają. Dopóki wszystko dzieje się mniej lub bardziej normalnie, stosunki miedzy naszymi dwoma światami, zewnętrznym i wewnętrznym, są takie, do jakich przywykliśmy. Cóż jednak robi człowiek słaby, podatny, o podwyższonej wrażliwości, jeśli mu się coś nie uda, jeśli rzuci go żona, jeśli straci prace i będzie musiał zawieść kogoś, kogo uważa za przyjaciela w potrzebie? 

Szuka winnego. I zawsze go znajduje. Jeśli wokół wszyscy mają równe szanse, ale niektórym jest lepiej, jeśli nie można się przyznać, że jest się gorszym, głupszym i pechowym (a każdemu zwłaszcza Amerykaninowi, ciężko się do tego przyznawać) winna może być nawet i elektryczność.

Nasz pierwszy bohater literacki z kategorii wariatów boi się tego, co przychodzi do niego z zewnątrz.

Pan Wilson wariuje z winy cywilizacji? A może raczej ruchu cywilizacji, który nazywamy postępem i który stawia nas wobec coraz to nowego nieznanego? Rzecz charakterystyczna – po jakże konwencjonalnych zabiegach ten bohater Kinga wsiada do samochodu, zapala ŚWIATŁA, włącza RADIO i rusza w drogę. Samochód jest mu tak dobrze znany, że nie należy do strasznego, obcego świata. Człowiek kontroluje samochód i włada nim, mniej więcej pojmuje, jakim cudem TO jedzie, a poza tym samochód lubi się psuć pod każda szerokością geograficzną i dzięki temu jest zrozumiały.

#

A drugi bohater literacki z kategorii szaleńców? „Młody genialny pisarz”, Reg Thorpe? Wydaje się, że szaleństwo Thorpe’a łatwiej jest zrozumieć. Jeśli był on tak genialny, jak o tym zapewnia King, ma niejako z definicji prawo każdego wybitnego człowieka do lekkiego świra. Jako pisarz ma także prawo do skoncentrowania tego „świra’” na maszynie do pisania (diabeł malarza mieszkałby zapewne w tubie farby lub pudełku na pędzle)

king_09_type_machine

Pisarz ma nawet prawo wymyślić sobie mieszkającego w maszynie do pisania, przynoszącego szczęście „elfa”. Nie ma natomiast prawa strzelać z rewolweru do dzieci. 

#

Pokonujący bohatera numer dwa strach ma wobec niego charakter wewnętrzny. Thorpe przegrywa z próbą rozpaczliwego nadążenia za nieoczekiwanym sukcesem, ale przede wszystkim przegrywa ze strachem, że za nim nie nadąży. Ten strach twórcy, wynikający z konieczności natychmiastowego wykorzystania wyglądającego na przypadkowe powodzenia, jest większości z nas obcy. Nie jesteśmy twórcami, nie w tym natężeniu i jeżeli interesujemy się genialnym pisarzem, to częściowo z wyraźnie podanej przez autora sugestii, że jego zachowaniu jest wzorcowe i każdy twórca, któremu się powiodło, prędzej czy później źle skończy Słuchamy opowieści, a kątem oka patrzymy na „młodego genialnego pisarza”, w którym domyślamy się portretu Kinga i czekamy, kiedy rzuci się na swą „młodą piękną żonę”. Nic takiego oczywiście nie następuje, ale to nasze oczekiwanie wykracza nawet poza ramy opowiadania. Pełna napięcia sytuacja literacka kończy się niby banalnie… ale nie aż tak banalnie. „Zamknęli drzwi przed otaczająca ich nocą”, zapewne zgasili też światło i noc (cokolwiek słowo to znaczy) w końcu ogarnęła ich miękką falą…

#

Opowieść o strachu nigdy się nie kończy – i w życiu, i u Kinga. Podobno przestajemy się bać dopiero, gdy umieramy. Ale może i tam: „ciąg dalszy nastąpi”?

Krzysztof Sokołowski

Pierwodruk: Fantastyka 1(64) styczeń 1988, tu ze skrótami. Towarzyszący temu tekstowi „materiał uzupełniający”, filmowy, jest tutaj.

[dla tego wpisu włączone są komentarze]

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

PODZIEL SIĘ