Zgryźliwość zgreda [skrót]

SFinks 2/2016

Moja Nidzica.

„Moja Nidzica” mnie uwiera, bo mam wrażenie, że nie odpłaciłem za gościnność. Że za mało ode mnie wymagano, może dwóch prelekcji? Chciałbym, żeby mi wbito ostrogi. Poproszono o plan prelki i sprawdzono, czy pasuje do tematu, a jeśli nie, poproszono o modyfikacje. Może nawet poproszono o wprowadzający w nią tekst… do publikacji w okazjonalnym festiwalowym wydawnictwie? Przecież organizatorem Nidzicy jest wydawnictwo! Przecież już zgłaszano prośby o rejestrację prelekcji! Nie lepiej zarejestrować je z wyprzedzeniem?

#

Czy tylko ja czuję się dłużnikiem nie wiedzącym, jak spłacić dług? Nie sądzę. Wysoko cenię takt i lojalność przyjaciół… i wrogów. Rzucam więc w przestrzeń pytanie: czy zaproszeni pisarze nie czuliby się na czterodniowym bezpłatnym urlopie swobodniej z komfortową świadomością, że zarabiają na „swoją Nidzicę” dając do takiego wydawnictwa opowiadanie? Krytycy – dając jakiś felietonik na zamówiony temat? Czy uczestnicy wreszcie – oni są najważniejsi – nie czuliby się pewniej odbierając takie wydawnictwo, „antologię nidzicką” w recepcji, do przejrzenia i dokonania świadomego wyboru prelek, nawet gdyby do akredytacji musieli dołożyć te, powiedzmy, trzydzieści złotych?

I wreszcie, last but not least, czy „antologia nidzicka” dostępna we fragmentach w ebooku darmo, a odpłatnie „w papierze” i pełnym ebooku, nie byłaby doskonałym uzupełnieniem internetowej reklamy festiwalu. Uzupełnieniem opowieści o tym, jak fajnie się w Nidzicy gada, je, pije i popuszcza pasa?

Czegoś brakuje „mojej Nidzicy”. Aż tego, czy tylko tego?

Krzysztof Sokołowski.

[dla tego wpisu włączone są komentarze]

 

Słynne nidzickie "pogadania" 2016
Słynne nidzickie „pogadania” 2016

– Krótko po napisaniu „Mojej Nidzicy” wybucha gównoburzeńka z falkonową wyprzedażą prelek hurtowo i po zniżce. Zaczęło się od Pyrkonu 2017, od grafików wabionych „towarzystwem” i „wejściówką” za robotę graficzną, ale przecież różnicy praktycznie nie ma, chociaż „usługa prelek” na wolnym rynku nie istnieje. Ale już za za prowadzenie spotkań autorskich się płaci więc…

– Wspomnienie niegdsiejszych Polconów i warszawskiego  ’87 z „Klubem Fana”. Robienie konwentów przez fanów dla fanów, nie z budżetem w ręku, dochodowo i dla tłumu – tłum obniża jakość.

– SFinks z pretensją o tegoroczną politykę prelekcji. Że źle dobrane do oficjalnego „hasła Nidzicy” – cyberpunku. Że LapsusC jako opłacony gość czuje się niewygodnie, dłużnikiem festiwalu, bo nikt go nie chciał wykorzystać bardziej.

Polocn_01_87_Warszawa

Jak to się ma do współczesnych mód i spędów?

Procesy zmian w fandomie są tak gwałtowne, że samą gwałtownością podkopują zdrowie organizmu.
Ale i tu, założę się, drwal się zmęczy nim odetnie tę gałąź, na której siedzi.

Gość VIP objęty pełnym zwrotem kosztów wraz z dzieckiem, którego wkład w merytorykę konwentu jest póki co wątpliwy, namawia do robienia za friko tego, co robi za pieniądze
Gość VIP objęty pełnym zwrotem kosztów wraz z dzieckiem, którego wkład w merytorykę konwentu jest póki co wątpliwy, namawia do robienia za friko tego, co sam robi za pieniądze

Qubuś

„[…] reklamowanie konwentu niczym supermarketowej wyprzedaży wygląda marnie. Machnąłbym jednak ręką na całe zamieszanie, gdyby nie post z profilu Kusi na kulturę. Przepraszam ja Was bardzo, ale jest to wyższa szkoła bezczelności.

pyrkon2017

Biedrzycki: „Ja wiem, jak działają konwenty. Ba, ja jeżdżę za zwrot biletów i nocleg (bywa, że Polski Bus i karimata – nie robi mi różnicy), ale Kajetan dotyka tu problemu większego, niż tarcza eurazjatycka.

I ma rację.

Lapsus Calami – Takim prelegentom, którzy gotowi są wystąpić z cudzej łaski, dziękujemy.

TUTAJ

http://polcon.fandom.art.pl/historia.shtml

Klub Fana był pomysłem LapsusaC i LapsusC go prowadził. Przeszłość wraca do człowieka równie nieoczekiwanie co sympatycznie.

Lapsus Calami Opis tego Polconu w „Historii Polconów” jest miły, ale tak naprawdę organizatorów wyśmiewano przed i po. Wojtek by namówić. „Światy polskiej fantastyki” już są, pora na „Światy polskiego fandomu”. Którego cechą gatunkową była przecież, o czym się inie pamięta, nieokiełznana fantazja.

Lapsus Calami Fajnie się jednak siedzi okrakiem na epokach. Bierze z tej drugiej wszystkie jej zalety – łącznie z fejsbukiem – ale i pamięta, jaką cenę trzeba za nie zapłacić: zmechanizowania, zanalogizowania, zaniku indywidualizmu i… fantazji. Masowości i uśrednienia. Zrównanie do najniższego wspólnego mianownika. Przycinanie do prokrustowego łoża, bo rozciągać to męczące, dłużej boli i nie każdego się da.

Lapsus Calami Już Polcon 1987 był kolejkonem 🙂 , już wtedy narzekano na masowość (tysiąc sztuk za komuny!) i w tzw. „kręgach” oddzielano „oglądaczy” (po nich „graczy”, jak dziś „cosplayerów”) od „fanów prawdziwych”. I co? I nic. Fandom sobie żyje od kryzysu do kryzysu 😀 Nikt nie ma pretensji o to, co się dzieje, to by było jak pretensja do rzeki, że płynie. Pretensje mogą być tylko o to, że to, co się dzieje, dzieje się bez naturalnej regulacji. Że procesy zmian są tak gwałtowne, że samą gwałtownością podkopują zdrowie organizmu.

prelka_01_syndromsped
31_MalaR_pokolenia_2016

Kroniki Nomady

Relacja wzorcowa dla opisu rozcieńczania fantastyki w fantastyce. Największy może nie, ale z pewnością prestiżowy choćby przez Zajdla „konwent” degeneruje się w oczach świadomej uczestniczki do pubowej imprezki w gronie znajomych o bylejakich byle wspólnych zainteresowaniach.
 
O Polconie tyle:
[…] genialnym wyjściem było połącznie dwóch imprez, czyli Polconu i zlotu foodtracków. Strefa gastronomiczna była spora, (pierwszy raz w życiu widziałam piwo truskawkowe. TRUSKAWKOWE!!!).

[…] Klimatyzacja na niektórych salach nie do końca radziła sobie z fandomowymi tłumami, co mnie osobiście męczyło i sprawiało, że wizyty na panelach dyskusyjnych zamiast być czystą przyjemnością jedynie mnie wykończyły […] najzwyczajniej w świecie zaczęło robić mi się słabo…

Nie dla części merytorycznej jednak pojawiłam się na tej imprezie.
[no właśnie – gadanie – zgoda zawsze było ale obok nie zamiast. Jedno nie przeszkadza drugiemu, dlaczego tak?]
[O czym były te rozmowy]:
toksycznych związkach, urokach ciąży
[prawdziwe nieszczęście digitalizacji i virtualizacji polega na tym, że oddigitalizowanie i odvirtualizowanie odbywa się kosztem funkcji pierwotnej, którą zastąpiła funkcja niegdyś całkowicie naturalna, wtórna i wracająca dopiero po latach ze wspomnieniami]
[imprezy poświęcone fantastyce przestają być poświęcone fantastyce. W całej relacji z Polconu nie ma za grosz relacji z… Polconu]

 

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

PODZIEL SIĘ