Gry „spsiły” oryginalnego Wiedźmina, bo i inaczej być nie mogło. Franczyza wiedźminowska to konfekcja… co nie jest bynajmniej określenie derogatywnym, konfekcja też może być wysokiej jakości. No i to konfekcja, tyle że najniższej jakości, przynosi największe dochody.

wiedzmin_04_games

#

Podobieństwami fabularnymi nie ma co się sugerować, fabuła jest w „Wiedźminach” najmniej ważna, choć jaj braki 😛 bardzo widoczne. Sapkowski jest pisarzem wybtnie samoświadomym, jak żaden, którego znam (i nie mam tu bynajmniej na myśli polskich „młodych zdolnych obiecujących” choć Paweł Ciećwierz to już klasa). Jego (Sapkowskiego) słowa (cytuję z pamięci) „Po co mi kolorowe światy kiedy ja mam bohaterów, którzy ze sobą ROZMAWIAJĄ” (podkreślenie moje) należy traktować dosłownie i z cała powagą. Co pozostaje poza zasięgiem intelektualnym wielu mi znanych „ekspertów od popu/fantastyki/komiksu/bógwiczego niepotrzebne skreślić”.

wiedzmin_03_books

#

Krzysiek Kietzman: Przeczytaj pierwszy komiks „Dom ze szkła”. Jest lepszy niż wszystko co zrobił Parowski z Polchem. Tam bohaterowie właśnie ze sobą rozmawiają.

Ja: Po pierwsze, czytałem. Po drugie, pozwolę sobie być całkowicie odmiennego zdania. „Ze sobą rozmawiają” w credo Sapkowskiego może mieć znaczenie wyłącznie literackie, a komiks nie tworzy świata przedstawionego z dialogów. Jak gry, to zupełnie inna para kaloszy. Już nie mówiąc, że dialogowej klasycznej polifonii „Wiedźmina” nikt nie odtworzył nawet literacko. To jest ten sekret, który spowodował wybuch „kultu Wiedźmina”, którego byłem świadkiem. Zresztą ów zabieg pierwszy wyczuł „amator”, grafik starej pierwszy wyczuł „amator”, grafik starej Fantastyki Marek Zalejski, a nie wyczuli go niewątpliwi fachowcy z Maćkiem Parowskim na czele i pierwszy „Wiedźmin” musiał w konkursie ustąpić Huberathowi, znakomitemu, ale znacznie bardziej „po fantastycznemu” konserwatywnemu.

A komiks Polcha/Parowskiego jest dla mnie dziełem świetnym i imponująco szlachetnym, tylko „inaczej” 🙂 Lubię próby brania się za bary z niemożliwym, zamiast kapitulować i odchodzić z nosem na kwintę. To jest to kukułoczo / nicholsonowskie, wspaniałe „ale przynajmniej próbowałem”.

polch_01_widzmin

#

Bartek Biedrzycki: W przypadku warstwy graficznej tego komiksu mogę jedynie powiedzieć: dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane. Nie udała się. Niestety, nie każdy patrzy na produkt pod kątem „starał się”, czasem jest tak, że samolot wystartuje, przeleci trzy tysiące kilometrów i wyjebie się w płomieniach na lotnisku docelowym i nikt nie powie, że, kurde, no prawie

Ja : Nie „starał się” lecz „próbował niemożliwego” – to jednak zasadnicza różnica choć dla tych, którzy niemożliwego nigdy nie próbowali, bo niemożliwe, być może trudna do uchwycenia. Można ich poznać po tym, że obojętnie przechodzą obok „Lotu nad kukułczym gniazdem”, a może go nawet nie rozpoznają? Po kadrze? Po cytacie? Nawet jeśli cytat jest prawie 😀 podpisany?

Komiks Polcha/Parowskiego jest dla mnie dziełem świetnym i imponująco szlachetnym, tylko „inaczej” 🙂 Lubię próby brania się za bary z niemożliwym, zamiast kapitulować i odchodzić z nosem na kwintę. To jest to kukułoczo / nicholsonowskie, wspaniałe „ale przynajmniej próbowałem”.

Bartek Biedrzycki: Możesz boga wszechmogącego pantokratora zacytować, to nie sprawi, że rysunki Polcha będą dobre. Niestety, sama daremna próba zrobienia niemożliwego jest równie nobilitująca co daremna. W komiksie chodzi nie o to, żeby żeby próbować zrobić coś, czego i tak się nie zrobi, ale o to, żeby stworzyć oprawę graficzną. Szczególnie w takim stricte użytkowym produkcie. I tu nie ma znaczenia, czy on porwał się na niemożliwe, czy rysował nogą, czy kawą. Generalnie nie dał rady – wynik jest dokładnie ten sam.

Ja: Czasami „czytać i widzieć” to jednak za mało. Jedyne, co robi różnicę, i jest to różnica fundamentalna, to to, czy porywasz się na niemożliwe, czy rysujesz „nogą czy kawą”. Jeśli nie stawiasz kropki, kreski, czy nie piszesz słowa tylko po to, żeby były lepsze niż poprzednia kropka, poprzednia kreska, poprzednie słowo, to po co w ogóle je stawiać?

the-witcher-001-009

Marcin Podlewski: Uważam, że książka to system otwarty i zawsze taka będzie. Jej odbiór będzie się zmieniał w zależności od czytelnika i to jest piękne. Gra, film czy komiks to system zamknięty będący jedynie cieniem bądź nawiązaniem do danego utworu. Dlaczego? Bo przedstawia zaledwie jedną wizję jednego z odbiorców lub zespołu odbiorców zaangażowanych w projekt wizualizacji. Pozornie ukazując nam piękno danego świata jednocześnie go ogranicza. Pod tym kątem rozumiem Sapkowskiego i uważam, że jeśli wypowiadał argumenty przeciw grom, to powinien oprzeć je właśnie na tej prostej prawdzie.
[…] a książki zawsze wygrają. Książka jest duchem, gra – tylko materią. […] ostatnio Orbitowski podał jako jeden z powodów swojego zerwania z literaturą fantastyczną poziom nowoczesnych gier, które jego zdaniem opowiadają historie fantastyczne lepiej niż książki wskutek czego — jak rozumiem — fantastykę można uznać niemalże za coś wtórnego względem nich. Tak jak cenię niektóre z wypowiedzi Orbita, tak ta sprawiła, że ręce mi opadły.
Ja: Pewnie może byłoby takie podejście udowodnić teoretycznie, ale byłoby to trudne. Tymczasem w tym przypadku sprawa wydaje się zwyczajnie prostsza i ja już ją zdefiniowałem na potrzeby swoje (i nieistniejącego niestety CzF) właśnie przez pojęcie franczyzy. Nie może być żadnych wątpliwości, że Sapkowski jest franczyzodawcą Wiedźmina, wszyscy inni są franczyzobiorcami — to właściwie kończy sprawę.
Niedobrze jest, że w rozmowę wciągnięto pieniądze jako takie – dżentelmeni nie dyskutują o pieniądzach i rozmowa od razu zrobiła się niedżentelmeńska 🙁 Lepiej byłoby mówić o sukcesie. Tak po prostu. A sukces pisarza mierzy się zawsze jego popularnością w kraju, w którym ludzie mówią tym językiem, w którym on pisze. Przypisywanie sukcesu Andrzeja grom jest więc nonsensem – on jest „pierwotny”, on jest oryginałem, gry są „wtórne”.
Tak na marginesie tzw. rzeczywistość – znalezienie przy porządkach starych gatek „firmowych” BMW – nasunęła mi analogię. A propos pieniędzy. Kto wie, czy gacie BMW, podkoszulki BMW, i cała franczyza BMW nie zarabiała więcej, niż BMW? Pewnie nie, ale nawet gdyby zarabiała wielokrotnie więcej, nadal nikt nie miałby wątpliwości, że BMW to BMW, nie gacie. Z gaciami BMW mogą kojarzyć co najwyżej krajowcy z jakiegoś buszu, do którego pomoc humanitarna dotarła toyotami 😀 Co też jest złośliwością pod adresem graczy.

1. Mamy banalne stwierdzenie, że franczyza to jest franczyza i tylko franczyza. Nikt zdrowy na umyśle nie zaprzeczy przecież, że Andrzej Sapkowski jest twórcą marki „Wiedźmin”, że marka „Wiedźmin” jest marką literacką, a pozaliterackie twory, ukazujące się pod marką „Wiedźmin”, wywodzą się wprost z literatury i są niesamodzielne. Nieautonomiczne.
– Czego najlepszym dowodem fakt, że jeśli ktoś chce użyć znaku towarowego, marki „Wiedźmin” do swoich celów, za pozwolenie musi zapłacić Sapkowskiemu, on sam zaś za jej użycie nie płaci nikomu.

2. Mamy banalną, jak dla głupich, definicję autonomii procesu twórczego: Wiedźmin literacki jest kreacją literacką, której franczyza kształtować czy ograniczać nie może… z definicji. Właśnie dlatego, że jest franczyzą. Pełną kontrolę nad franczyzą sprawuje franczyzodawca.

sapkowski_01_autograf

3. I mamy wreszcie te nieszczęsne dwa zdania, które rozpętały shitstorma.
– Wyrwane z kontekstu uraziły nawet Lapsusa. Bowiem jeśli weźmie się pod uwagę idiotyczne akcje, na które łapią się „czytacze”: „czytamy legalnie”, „czytamy na czas”, „czytamy na ilość” wolno wątpić, czy poziom intelektualny (a raczej nieintelektualny) czytaczy jest znacząco wyższy niż graczy.
– Choć obecni na spotkaniu gracze swymi pytaniami w pełni uzasadnili podejrzenia co do ich normalności i wydolności ich jednostek centralnych.
– A w kontekście te dwa zdania są po prostu złośliwym komentarzem do karygodnego, idiotycznego błędu „osoby prowadzącej”, która w dialogu między zaproszonym na event GOŚCIEM, a jego publicznością, postanowiła podeprzeć swe chwiejne ego, wyszła z roli i zamiast obowiązującej prowadzącego neutralności zajęła stronę i to PRZECIW GOŚCIOWI.
– Którą to, w pełni zasłużoną, złośliwość pod adresem osoby publiczność doceniła, nagradzając ją brawami.

Proste? Proste. Chociaż lemingom trzeba by to pewnie narysować?

Andrzej Sapkowski własnymi słowami: ”Należy przyzwyczaić się do tego, żeby nie traktować wierzby płaczącej i krowy jak to samo. Jest książka, literatura jest literaturą, gry, komiksy, filmy są tylko i wyłącznie adaptacjami. Nie mogą pretendować w żaden sposób do tego, że są sequelami, prequelami, czy coś tam się dzieje”.

„Znam parę osób, które w tę grę grało, ale niewiele, bo obracam się raczej wśród ludzi inteligentnych”. Publiczność nagrodziła żart gromkim śmiechem.

Krzysztof Sokołowski

[Dla tego wpisu włączone są komentarze]

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

PODZIEL SIĘ