Najpierw był, oczywiście Millius i najpierw był, oczywiście „Conan”. Jak wybrnąć z tego banału? Poprzez dwa – trzy zdania opisania „dna” „Conana” – że dokonawszy zemsty traci wszystko? Że nie ma Samowsko-Frodowskiej motywacji przy znacznie większych możliwościach?

Pojęcie „creative control” – Jackson miał bardzo ograniczone możliwości fabularne.

silmarillion_01_symbole

„Hobbity” x 3 – prequel do „Władcy pierścieni”. U Tolkiena nieudany, w filmach niemal perfekcyjny. Kto tego nie rozumie, temu nic nie da się wytłumaczyć. A trzeba. Tylko jak? Zatrącamy o kwestie specjalistyczne, filologiczne.

Tytuł ogólny dla „Hobbita” – „Dorosnąć do pierścienia”.

hobbit_01_movie_galadriel

REKONSTRUKCJA TOLKIENA

TOLKIEN  pod tytułem ‚REKONSTRUKCJA TOLKIENA”.
o podjętej przez Jacksona rekonstrukcji historii świata rozumianego jako ARDA, całość stworzenia. TROPEM GALADRIELI.

Tolkiena da się uporządkować tylko w nowym medium, bo w starym: słowie pisanym, literaturze, co się stało, to się nie odstanie.

Zacząć od „stanu badan” 🙂 poziomu krytyki „tolkienowskiej” na przykładzie NF. Popełniony błąd: Tolkien nie pisarz lecz kronikarz, a LOTR i Hobbit to „kroniki fabularyzowane”, drobny ułamek całości.

– Szostak: poziom facebooka: jak ci młodzi, którzy, nie mając nic do powiedzenia, pragną ogłosić to całemu światu.

Konieczne nie tyle pomniejszenie roli hobbitów co jej osadzenie w kontekście. Jak stworzenia chtoniczne wyskakują one z norek by „wypełnić zadanie” po czym oczywiście znikają. Nie mają najmniejszego wpływu na treść i jakość zadania – oprócz tego, że zajmują miejsce po „właściwej stronie”. Istnieją tylko w 3 Erze i tylko jej fragmencie: walce o Pierścień. A przecież same żadnego pierścienia nie dostały, bo gdy je rozdawano „jeszcze nie istniały”. Stąd ich jednowymiarowość, rozbieżność od innych stworzeń i ras, bardziej od nich wzniosłych i kalekich.

Tolkien mówi o świecie, nie o jego kronice. Karen – reagujemy na stworzenie, nie na jego pisane świadectwo – tu jej esej łączy się z moim tekstem.

hobbit_04_karen

Aragorn wśród trupów – metafora krytyka. Bez „przekucia kryteriów” jest się tylko śmiesznym, jak Wit Szostak i jego tekst w NF.

Pierwsze i najważniejsze – zrobić TOLKIENA

do Tolkiena: stara Fantastyka, „Hobbit”. Esej Karen Haber.

Aha – pojawił się pomysł żeby do tego dodać chociaż jednego Lewisa – i to jest dobry pomysł.

Błędy popełnione przez Szostaka: Trotter: Hobbit w chodakach /!!!/ czerpanie z różnych etapów dzieła, nie przystających do siebie, we „Władcy…” wspomniane trolle. Poziom recki czy fejsbukowego wpisu.

Zebranie w jedną całość historii tolkienowskiego świata z odrzuceniem tego, co jest „odrzuconą wersją stworzenia”.

Tolkien mówi o świecie, nie o jego kronice. Karen – reagujemy na stworzenie, nie na jego pisane świadectwo – tu jej esej łączy się z moim tekstem.

hobbit_02_movie_dwarf

WŁOSKI KIT! – „PLO” i „Hobbit” – z gawędy Borchardta. Włoski kit kryje idealnie wszystkie niedoróbki 🙂 Jeśli zaczniemy stosować kategorie „realizmu” gdziekolwiek, musimy je stosować konsekwentnie i jednako dla każdego dzieła, a przez to każde dzieło zwyczajnie się przewróci. „Realizm” jest włoskim kitem kryjącym co nierealistyczne – w sensie fantastycznie – a co popycha przyszłą „Polonię” przez oceany.

„POWIEŚCI” TOLKIENA SĄ PRZECIEŻ TŁUMACZENIEM KRONIK!!!

Początek filmu w polskim przekładzie: ‚Świat się zmienił. Mówi mi to woda. Mówi mi to ziemia. Mówi mi to powietrze” (I feel it in the…”).

Wpisanie „Hobbita” – w gruncie rzeczy przypadkowego odprysku imponująco wielkiego (w każdym znaczeniu tego słowa) dzieła – w nie istniejący z łaski uwielbienia niejakiego Ch. T. dla mamony złudnej „tolkienowski kanon” dziejów Ardy, od stworzenia do pierwszych dni „świata ludzi”, to było jedyne sensowne wyjście. Ekipa filmowa przy okazji robienia filmów odwala robotę, której nie mogli odwalić godni literaturoznawcy. Odsiewa nieliczne tolkienowskie bryłki złota od morza tolkienowskiego piasku, sprzedawanego przez Tolkien Estate po wyśrubowanych do nonsensu cenach.

Krzysztof Sokołowski

[Dla tego wpisu są włączone komentarze]

THE HOBBIT: THE DESOLATION OF SMAUG

The Hobbit: the Desolation of Smaug Review: Not really Tolkien’s Middle-earth anymore. By Emil Johansson    / December 11, 2013 /

The moment the movie ended I was left with an almost unbearable mix of emotions. It had been truly entertaining and filled with both breathtaking action and memorable performances. Martin Freeman once again proved to be an excellent Bilbo Baggins with his subtle humor and incredible timing.  But, and it is a rather huge but, it was not the Hobbit I had watched. It was something very loosely based on the Hobbit, with deviations from the source material to the point where it almost didn’t feel like an adaption at all. If you had a problem with Azog making a guest appearance in the first installment you will find the Desolation of Smaug ten times more frustrating.

#

Bilbo
Martin Freeman’s performance as Bilbo Baggins is one of the highlights.

The Desolation of Smaug has recieved significantly better early reviews than An Unexpected Journey did. I guess this is partly because the HFR is not in focus this time but also because it is a better movie. Better pacing, more action, less introduction, more humor. It also features previously unseen territories of Middle-earth and it turns out they’re really breathtaking. They have really managed to capture the hopelessness of Mirkwood, the greatness of the Halls of Thranduil and grand majesty of the Lonely Mountain. I think if J.R.R. Tolkien would have been happy about something in this movie it would have been how they have recreated Middle-earth. John Howe and Alan Lee has once again proven their excellence as conceptual artists.

hobbit_2_05_mikrwood

#

Gandalf

Ganadlf’s journey after he leaves Thorin and company at the edge of Mirkwood is just one of many odd deviations from the source material.

What J.R.R. Tolkien would not have been happy about is how they have altered the story. The biggest concern among fans has been with the introduction of the elf Tauriel. She is not the problem (or at least a very small one) and definitely not because she is a woman. Sure, Legolas and Tauriel may distract the audience away from the main plot, and I am not a fan of the love story surrounding Tauriel, but I don’t see a problem with the addition of Tauriel as a new character in itself. A bigger problem is instead how Azog is essentially chasing Thorin & Co. throughout the entire movie, even in Mirkwood and after Mirkwood. Even worse is what Gandalf does after he leaves the Dwarves at the edge of Mirkwood. It completely goes against what we know of the history of the Witch-king. There is also a new part added inside Erebor including the Dwarves and Smaug which borders on the absurd. I will not say more about the deviations to avoid spoilers but they are many and they are extensive.

In many ways the movie could be seen as a two and a half hour showreel for WETA Digital and they have definitely done a masterful job with some of the special effects. However, the movie relies too heavily on CGI which makes everything look fabricated. It is just too much. The whole movie is essentially one long chase (Azog is still after them you know) and we get to see action scenes every ten minutes. Some of them, particularly those including the elves, are outright ridiculous and looks taken directly out of a videogame. Remember that scene in the Two Towers when Legolas does his kick-ass shield slide? There are tons of scenes like that in this one and I was mostly left with a feeling that the whole thing was absurd.

#

But then there was the dragon. Finally! Too bad it took two hours before we got to see him. Smaug was so much better than I imagined he would be. His appearance, both gracious and terrifying, his chilling voice and a brilliant scene with him and Bilbo inside the mountain helped turn the movie around.

hobbit_2_03_dragon

#

Erebor

The movie had a handful of really great moments and as a pure action movie it will certainly appeal to a lot of people. Unfortunately, a few highlights is not enough and it does not honor the source material the way the Lord of the Rings trilogy did. Bryan Bishop at The Verge sums it up quite nicely in his review when he writes: “When The Desolation of Smaug is at its best, you can almost glimpse the sleeker, more straightforward adaptation of The Hobbit that could have been“. I consider myself quite liberal when it comes to adaptions of Tolkien’s works but this was just too much. They should have known when enough was enough. It’s not Tolkien’s Middle-earth anymore.

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz