Lapsus wygłasza Credo i zamierza się go trzymać, zębami i pazurami.

Lapsus Calami ostrzega: nie pokazujcie głodnemu psu kości, jeżeli nie chcecie mu jej dać. Bo ryzykujecie, że sam sobie weźmie. Nie, niekoniecznie jakiś groźny brytan – żaden brytan z Lapsusa – ale każdy,  byle inteligentny, kundelek obsłuży się sam jeśli będzie wiedział, że panu nie ubędzie, a jemu może nawet przybyć. Nie dopuści do sytuacji, w której jego pan przejąłby rolę psa… ogrodnika.

#

Lapsus Calami urodził się z opaską na oku. A przynajmniej takim widzieli go ci pewni, że każdy, kto kiedykolwiek „ściągnie sobie” cokolwiek do czytania (lub w jakimkolwiek innym celu) popełnia grzech śmiertelny i idzie do piekła czytających na sedesie. Bo czytanie, wicie rozumicie, to działalność taka więcej świąteczna. Czytanie się celebruje Czytanie wymaga oprawy niczym podbój jakiejś, tfu, dziewicy. Bierzesz prysznic, przecierasz parfiumą właściwe części ciała, rozluźniasz pasek szlafroka, ujmujesz w dłonie sanctus sanctorum, rozchylasz powoli, kichasz w chmurze kurzu… i per analogiam. Do czytania ustawiasz fotel, podciągasz lampę, parzysz ziołową herbatkę – bezteinową, bezglutenową, bez cukrów postych – a na kolanach układa ci się obowiązkowy rozmruczany kot. Ujmujesz w dłonie sanctus sanctorum, rozchylasz powoli, kichasz w chmurze kurzu…

By dostąpić orgazmu musisz odprawić rytuał.

Nie, kochani, nic z tych rzeczy. Ja jestem człowiek staroświecki. Ośmielam się twierdzić z całą stanowczością, że dom, w którym naprawdę czyta się książki, poznasz po ilości książek oddychających wolnością od regału w miejscach intymniejszych (i znacznie użyteczniejszych) od przytulnego gabineciku. I ośmielam się twierdzić, że każda warta przeczytania książka niesie ze sobą WŁASNĄ atmosferę i żadne otoczenie jej nie przeszkodzi. Jak każdej wartej grzechu dziewczynie. Czasami nawet warta grzechu dziewica, choć z dziewicami z natury rzeczy jest trudniej.

#

Tu kończy się analogia. Do problemu należy podejść z uwzględnieniem specyfiki. Dziewczyna prędzej czy później będzie już ta jedna, książka nigdy. Nie obejdzie się przecież, nigdy nie obejdzie, bo bez pewnej, powiedziałbym nawet znacznej, ilości książek. A to oznacza możliwość dokonywania zakupów: dostępność towaru, znośne ceny i mnogość księgarni. Kto czyta, ale tak naprawdę czyta, nie kupuje przecież tylko tych książek o których wie, po sprawdzeniu, że koniecznie musi je przeczytać. Kupuje książki im podobne, książki o książkach, kupuje po wyglądzie i po humorze. I tak dalej. To oznacza, że nie interesuje go tylko fantastyka, tylko kryminał, tylko romans, tylko Flaubert, tylko Hemingway, tylko Kossakowska, tylko LeGuin, tylko Dukaj i może jeszcze Huberath. Ma nieco szersze zainteresowania.

#

Nie jestem aż tak naiwny by wierzyć, że czasy podrasują się magicznie, że wrócą te słodkie dni, o których – od niejakiego Heinleina – wiem, że paperback kosztował tyle co dwa piwa. Dziś kosztuje tyle, co dwa sześciopaki. „Nowe Średniowiecze”, o czym Lech Jęczmyk bez wątpienia jeszcze napisze, objawia się tym, że książka znów jest dla wybranych.

Ale natura nie znosi próżni. Uparliśmy się nauczyć wszystkich czytać – duży błąd! – więc muszą mieć coś do czytania. Funkcję paperbacka i książki papierowej w ogóle, przejmuje więc powoli nasz przyjaciel ebook. Ma korzystne warunki rozwoju, więc się rozwija. Atakuje i podbija specjalnie dla siebie przeznaczone czytniki, nieco bardziej wielofunkcyjne tablety, nawet jeszcze bardziej funkcjonalne smartfony  – dzięki nim, oprócz wszystkiego innego, od czasu do czasu można nawet pogadać na odległość.

#

To tej prostej, logicznej konstatacji Lapsus zawdzięcza denominację pirata. Pirata od urodzenia. Bo krok w krok za pierwszą skrada się druga konstatacja. Jak się jedną ręką dało, to drugą ręką już odebrać nie wypada, a czasem nawet się nie da. Daliście A -towar i B – internetowy sposób dystrybucji, no to jazda aż do końca alfabetu. Nie pokazujcie głodnemu psu kości, jeżeli nie chcecie, a mu jej dać. Ryzykujecie, że sam sobie weźmie. Nie, niekoniecznie jakiś groźny brytan – żaden brytan z Lapsusa – ale byle inteligentny kundelek obsłuży się sam jeśli będzie wiedział, że panu nie ubędzie, a jemu może nawet przybyć. Nie dopuści do sytuacji, w której jego pan przejąłby rolę psa… ogrodnika.

Krzysztof Sokołowski